czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 18 ♥ ~ obserwator

You've got something I need,
 In this world full of people there’s one killing me
 And if we only die once I wanna die with you...





Obudziłam się, gdy tylko słońce wzeszło nad horyzont i wyjęłam słuchawki z uszu. Edward nadal spał i delikatnie się uśmiechał. Ciekawe o czym śni. Pytanie, czy na pewno chcę wiedzieć. Wstałam i podeszłam do okna podziwiając panoramę zaspanego miasta. Było tu naprawdę pięknie ale mimo to, nie żałowałam że jutro wyjeżdżam. Było tu zbyt dużo emocji, zbyt wiele bólu. Wszystko było tu zbyt. Ubrałam się i szybko uczesałam. Postanowiłam iść dzisiaj na zakupy. Co by powiedziała Ami, gdybym nic jej nie przywiozła. Tak za nią tęskniłam, za jej uśmiechem i pogodą ducha. Wyszłam z pokoju i cicho zamknęłam drzwi, ponieważ nie chciałam budzić Edwarda. Wyszłam z hotelu i skierowałam się w stronę centrum. Miałam tam dość długą drogę, ale miałam nadzieję, że wiatr orzeźwi trochę mój umysł. Ciągle gdzieś tam, w zakamarkach mojego umysłu zamieszkał On i nie chciał się wynieść... Szłam ulicami miasta i myślałam o ostatnich dniach. Bez wyrazu, zamazane, niewidoczne. Jak gdybym miała zanik pamięci i dopiero teraz przypominam sobie kolejne fakty. Co robiłam, gdzie byłam, z kim rozmawiałam. Wszytko przesłaniała mi mgła. Dotarłam w końcu do ogromnego centrum handlowego. Miałam chyba jakąś paranoje, bo ciągle miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuję. W tłoku nie słyszałam żadnych niepokojących myśli. Tak, w wieku osiemnastu lat zamkną w szpitalu psychiatrycznym i podłączą do tysiąca kabelków. Później będą robić na mnie testy i stanę się królikiem doświadczalnym szalonego doktorka. To właśnie dlatego nikomu nie zdradzałam moich "umiejętności". Chodziłam po sklepach, a ktoś chodził za mną. Albo i nie chodził. Czułam się jak w jakimś głupim filmie. Idę i wydaję mi się, że ktoś jest za mną, obracam się i nikogo nie ma. Zupełnie jak w filmie. Wychodząc z centrum, postanowiłam ignorować to idiotyczne uczucie. Wracałam, w miarę możliwości, szybkim krokiem. Na ulicach kłębiły się tłumy zwiedzających ludzi. Chcą, nie chcąc, zostałam wepchnięta w tłumy. Wydawało mi się, że zaraz się uduszę. Udało mi się przejść na drugą stronę ulicy. Odetchnęłam chwilę, ale poczułam nagle jakiś ucisk na plecach. Wypchnięta na środek drogi, stałam zdezorientowana tą całą sytuacją. Chciałam podnieść torbę, którą upuściłam ale gdy się obróciłam zobaczyłam rozpędzony samochód zmierzający prosto w moją stronę. Najwyraźniej nie miał zamiaru się zatrzymać. A ja nic nie robiłam. Osłupiała i zdziwiona swoją własną bezsilnością. I zauważyłam tylko jak jakiś chłopak patrzy na mnie z przerażeniem w oczach, a później rzuca się na mnie, niczym dzikie zwierzę lub jakiś Superman. Po chwili zdałam sobie sprawę, że owy Superman leży na mnie, na ulicy i uśmiecha się, trochę nieśmiałym ale i szalonym uśmiechem. I, że właśnie uratował mi życie.
- Boże... - szepnął i sturlał się na chodnik obok mnie. - nic ci nie jest? - zapytał po angielsku.
- Nie, nie. - odpowiedziałam nadal w szoku.
Wstał i podał mi rękę, abym mogła wstać ale kiedy ścisnął moją dłoń, syknęłam z bólu.
- Na pewno nic? - zapytał a jego ciemnoniebieskie oczy zabłyszczały.
- To nic takiego. - powiedziałam, bo rzeczywiście nadal nic nie czułam.
Wstałam i podniosłam torby leżące na ulicy. Szalonego kierowcy już nie było.
- Może zawieść cię do szpitala? - zapytał Francuz patrząc na mnie z troską.
- O nie. - powiedziałam.
Chciałam by zabrzmiało to stanowczo ale mój głos nadal był roztrzęsiony.
Znacząco spojrzał na moje krwawiące kolano. Tego też w ogóle nie czułam.
Nie chciałam się z nim kłócić więc pojechaliśmy do szpitala. Było tam jak zwykle. Biało, śmierdząco, przygnębiająco. Okazało się, że mam tylko bardzo stłuczony nadgarstek i ranę ciągnącą się od kolana do połowy łydki. Wyglądało to naprawdę źle. Bardzo współczułam pielęgniarce, bo ja sama nie mogłam na to patrzeć. Ale Francuz dzielnie trzymał się mojego boku. Nie zadziwiała go żadna ilość krwi ani żadna rana. Chcieli mnie jeszcze zatrzymać na obserwacje ale nie zgodziłam się, bo przecież już jutro miałam wyjazd. Bardzo zdziwił mnie fakt, że nikt nie wspomniał o wezwaniu policji. W końcu byłam prawie martwa. Prawie, bo cudem mnie nie przejechano. Przecież ten samochód był tak blisko. Tak blisko do śmierci. Gdy wychodziła ze szpitala z zabandażowanym nadgarstkiem, nogą i Francuzem-supermanem u boku, przypomniało mi się, że przecież Edward o niczym nie wie. To by wyjaśniało tych dziesięć nieodebranych połączeń.
- Heej. Żyjesz? - z zamyślenia wyrwał mnie mój wybawca.
- Tak, tak, przepraszam. Co mówiłeś?
- Gdzie cię podwieźć? - powiedział, potrząsając swoją blond czupryną.
Podałam mu adres hotelu. Jechaliśmy rozmawiając o całym dzisiejszym dniu. Gdy wysiadałam z samochodu, przypomniałam sobie, że nawet mu nie podziękowałam.
- Miałaś szczęście, że tam byłem. - powiedział z szerokim uśmiechem.
- Jasne. - odwzajemniłam gest ale moja głowa znajdowała się gdzieś w Ameryce Południowej. - A tak w ogóle to bardzo dziękuję. Jestem twoją dozgonną dłużniczką.
- Drobiazg. - uścisnął moja zdrową rękę, którą wyciągnęłam w jego stronę.
Już chciałam odchodzić ale wiedziałam, że ma zamiar mnie zatrzymać. I co chce mi powiedzieć. Czasami naprawdę nienawidziłam bycia taką przewidywalną.
- Wiesz, jesteś teraz moją dozgonną dłużniczką więc może znajdziesz czas na jakieś spotkanie? - Niestety jutro już mnie tu nie będzie. Wracam już do Polski. - ups.
Widziałam jego zdezorientowaną minę i rozczarowanie.
- Ale może kiedyś... - powiedziałam.
- Może. - odpowiedział.
Odeszłam w stronę hotelu a on odprowadził mnie wzrokiem swych ciemnoniebieskich oczu. W sumie był świetnym chłopakiem, ale... Ja byłam nadal pozbawiona serca. Zostawiłam je gdzieś tam, daleko stąd. Nadal było rozbite na miliony kawałeczków i szukało siebie. Powoli układało te puzzle.
Weszłam do pokoju, pewna, że zaraz zerwie się wiatr słów, krzyków i pretensji.
- Magda, gdzie ty byłaś? Co ci jest? Co się stało? Kto to był? Dlaczego nie odbierałaś telefonu?!...
Gdy już w końcu wszytko z siebie wyrzucił, opowiedziałam mu beznamiętnie moją "przygodę". Otworzył usta z przerażenia, patrząc na bandaże na nodze i nadgarstku. Po setnym zapewnieniu, że nic mi nie jest, dał mi spokój. Zjadłam hotelowy obiad, ale nie mogłam stwierdzić czy mi smakował czy nie. Równie dobrze mogłabym zjeść jedzenie ze śmietnika. Wszystko miało taki smak, ale teraz zajmowała mnie pewna sprawa. Czy mój obserwator miał coś wspólnego z tym wypadkiem? Czy tajemniczy "ktoś" kiedykolwiek istniał? Czy to tylko moje chore urojenia? Przecież to wszystko mogło być tylko wytworem mojej wyobraźni. Mogło, ale nie musiało. Przez resztę dnia nie wychodziłam z hotelu i próbowałam czymś się zająć ale dziwne uczucie nie znikało ale wręcz przeciwnie - nasilało się. Następnego dnia byłam już spakowana i miałam wyruszać na lotnisko. Opuszczałam to miejsce, raczej bezpowrotnie. Przepraszam, Francjo. Najwyraźniej nie jesteśmy sobie pisane. Jechałam taksówką i myślałam, jak wiele się zdarzyło i jak potoczyło. I o tym jak mogło się potoczyć. Na lotnisku jeszcze czekaliśmy. Ciągle czułam się obserwowana. Dla zabicia czasu postanowiłam zrobić sobie wycieczkę do toalety. Gdy wracałam w tłumie wychwyciłam jakby znajome myśli, które po prostu krzyczały. I wtedy w tłumie zobaczyłam te oczy, które rozpoznałabym wszędzie. Przez ułamek sekundy błysnęła w nich jakby ulga ale później... Była tylko ta jedna, wielka, bezcielesna, bezkresna, czarna plama. I huk. I nic.


*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-*-*
uff no i mamy kolejny rozdział :) przepraszam, że kazałam wam tak długo czekać ale złośliwość rzeczy martwych mnie zatrzymała ;/ oczywiście, rozdział ten (jak każdy) został napisany z nadzieją, że komuś się spodoba. Osobiście uważam, że jest beznadziejny ponieważ brak weny daje się we znaki :{ czekam na wasze opinie, rady i uwagi :) jeszcze raz serdecznie zapraszam do komentowania, bo to bardzo motywuje do dalszej pracy ♥
10 komentarzy = następny rozdział :)

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 17 ~ Zobacz, zapomnij.

Weszłam do windy. Jej tempo było jakieś wolne i monotonne. Kilka razy nacisnęłam guzik. A sobie wybrał moment, mój tajemniczy gość. Weszłam do hotelowej restauracji i zaczęłam rozglądać się za owym człowiekiem.
- Hej! Ty jesteś Magda? - krzyknął ktoś za mną.
Odwróciłam się. Moim oczom ukazała się piękna dziewczyna o kruczoczarnych włosach. Niewątpliwie była to młoda Francuzka. A za nią... Za nią stał Eryk.
- Tak... - powiedziałam cicho, lecz dziewczyna i tak mnie usłyszała bo dobiegła już do mnie. - kim jesteś?
- Co? Eryk nic ci nie powiedzieć? - zapytała po polsku.
- Nie rozumiem. - szepnęłam.
Nie chciałam nawet na niego patrzeć. Już teraz tak bardzo bolało.
- Jestem Alex. Dziewczyna Eryka. Słyszałam, że jesteś jego dobrą przyjaciółką i bardzo chciałam cię spotkać.
Bum. Bomba.
Szok.
No proszę. Jestem najlepszą przyjaciółką tego zakłamanego, perfidnego potwora. Od kiedy?
Czyli to był powód jego wyjazdu. Ma tu dziewczynę a ja byłam tylko zabawką.
A najgorsze, że ja nadal tak bardzo kocham tego zakłamanego, perfidnego potwora.
- Aha. - wydusiłam po chwili.
W sumie to mu się nie dziwię. Alex była piękna, elegancka i... Chociaż to dziwne nie mogłam jej znienawidzić. Bo jej umysł był jak łza. Czysty, bez najmniejszej skazy.
- Może usiądziemy?
Ugh. Ten melodyjny głos.
Bez słowa skierowałam się w stronę wolnego stolika.
- Długo jesteś we Francji? - zapytała.
Dziwne uczucie. Jak to możliwe, że miss świata siedzi przede mną i szczerzy do mnie te swoje śnieżnobiałe zęby. Jak ja miałam się czuć z sinymi śladami pod oczami, bez makijażu, w dresach i trampkach?
- Trzy dni.
- A na długo zostajesz?
- Tydzień.
W odpowiedzi znów oślepiła mnie blaskiem swoich zębów. Jak można mieć tak idealną twarz? Wykrzywiłam się, próbując odwzajemnić uśmiech ale wyglądało to raczej jak grymas. Nadal prowadziłyśmy przyjazną pogawędkę ale Eryk ciągle prezentował kamienną maskę. Nie myślał. Tak bardzo starał się nie myśleć w mojej obecności. Ciekawe, czy Alex nie interesowało dlaczego mój "dobry przyjaciel" próbuje w ogóle na mnie nie patrzeć.
- Wiele o tobie słyszałam. Organizuję dziś wieczorem małe przyjęcie i może miałabyś ochotę przyjść.
Na twarzy Eryka zagościła nagła zmiana ale po chwili znów zmienił się w maskę bez wyrazu.
Ta biedna dziewczyna nie wie, że za tą propozycję za kilka dni znajdzie się na dnie Sekwany.
- Nie wiem...
- Masz jakieś plany? - zapytała a na jej twarzy pojawił się niekłamany smutek.
- Nie... Ale źle się czuję...
- Mimo wszystko mam nadzieję, że przyjdziesz.
Podała mi adres. Eryk przeszywał mnie wzrokiem, niestety nie mogłam dojrzeć w nim jakichkolwiek emocji. Alex uściskała mnie serdecznie i wyszła z hotelu trzymając Eryka za rękę. Czując jak moje wnętrzności skręcają się z bólu, szybko oddaliłam się w stronę windy. Nienawidziłam go. Nie chciałam znać Eryka. A jednocześnie chciałam znać go jak najbliżej. I jak mógł to zrobić? Tak kłamać, ranić. To nie miało najmniejszego sensu. Leżałam na łóżku i myślałam.
Wróciłeś do mnie. Nie zapomniałeś. Nie odrzuciłeś. Jedyny mnie nie opuszczasz, bólu.
- Hej.
Edward wrócił ale udawałam, że śpię.
- Widzę, że nie śpisz.
Czy on też czytał w myślach?
Rzucił się koło mnie na łóżko.
- Oj, dziecko, dziecko. Już nigdzie cię nie zabiorę, jak masz tak reagować.
Odwróciłam się do niego tyłem.
- Oho, księżniczka ma zły humor. - westchnęłam głęboko - dobra, już daję ci spokój.
Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą pospiesznie starłam.
Pogrążyłam się w krótkim, lekkim śnie, który może wcale nie był snem.
Gdy się obudziłam Edwarda znowu nie było. Zostawił mi kartkę, że poszedł gdzieś ze swoimi znajomymi. Świetnie. Nie będę musiała mu się spowiadać. Bo jednak pójdę na to przyjęcie. Przyjechałam tu, do Paryża, żeby dowiedzieć się prawdy, a ponieważ chyba już dowiedziałam się wszystkiego co powinnam się dowiedzieć. Co mi szkodzi? Nic do stracenia. Nic do ukrycia. Tu skończę ten rozdział i rozpocznę kolejny.
Ponieważ miało to być wytworne przyjęcie założyłam czarną, prostą sukienkę. Pomalowałam się mocniej niż zwykle. Wiedziałam, że przy tej miss i tak będę prezentować się marnie ale nie miałam innej opcji. Operacji plastycznych nie robią chyba w takim tępię. Gdy wychodziłam z hotelu, natknęłam się na Edwarda. O, losie. Znajdź inną ofiarę.
- Wow Magda, gdzie się wybierasz? - zapytał, trzymając moje ręce. Cofnął się jakby chciał ocenić mój wygląd.
- A bo... Miałam gościa... Właściwie to gości i zaprosili mnie na przyjęcie. - powiedziałam, wyrzucając z siebie słowa jak rewolwer.
- Super. Idę z tobą. - widząc moją minę dodał - nie pozwolę byś doprowadziła się do... stanu nietrzeźwości.
- Przecież mnie znasz. Dam sobie radę.
Parsknął śmiechem. Mimo moich przekonań i tak poszedł za mną. Bałam się tylko jak zareaguje, gdy zobaczy Eryka. Chciałam tam pójść by jeszcze ostatni raz go spotkać. Zapamiętać i zapomnieć.
- To tutaj? - zapytał Edward.
Spojrzałam na kartkę. Adres się zgadzał. Dom do którego właśnie zmierzaliśmy był piękny i ogromny. Czy cokolwiek w tym miejscu było brzydkie?
Drzwi otworzyła mi nie kto inny, tylko miss świata.
- Och, Magda. Cieszę się, że jednak przyszłaś. - uściskała mnie i przeniosła wzrok na Edwarda.
- Widzę, że przyprowadziłaś ze sobą, kolegę. - w tym momencie posłała mu swój oszałamiający uśmiech - zapraszam.
- Ty masz takie znajome i nic mi nie mówisz? - pomyślał Edward, patrząc na mnie znacząco.
W odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami.
" Moja znajoma". Śmieszne. Wnętrze domu również było piękne. Urządzone w starym stylu. A co do towarzystwa to moje wyobrażenie mało różniło się od rzeczywistości. Sztywniacy w markowych ciuchach. Myślą, że są pępkiem świata. Eryka nie zauważyłam. Z jednej strony cieszyłam się, bo ból już trochę ustał ale z drugiej chciałam pożegnać się. Zatrzasnąć te drzwi i wyrzucić klucz. Edward zauroczył właśnie kilka pięknych dam, a ja rozmawiałam z chyba jedyną normalną dziewczyną w tym domu. Miałam na imię Olivia i była koleżanką Alex. Wyszłyśmy do ogrodu. Tutaj już tylko trochę słychać było muzykę. Przechadzałyśmy się pomiędzy rządkami różnokolorowych kwiatów.
- Nie dziwi cię, że Alex tak słabo mnie zna a już zaprosiła mnie na przyjęcie? - zapytałam.
- Ona zawsze tak robi. Jest bardzo ufna. A po drugie myślę, że zaprosiła cię ze względu na Eryka.
Uniosłam brwi na znak zdziwienia. Nie ciągnęłam dalej tego dziwnego tematu. Później niestety Olivia poszła. Postanowiłam iść w jej ślady, bo i tak nie miałam tu nic do roboty. Wracałam powoli do domu.
- Magda? - ciszę wokół mnie przerwał właśnie ten dźwięk wypowiadanego słowa.
Odwróciłam się i zobaczyłam Eryka wyłaniającego się znikąd.
- możemy porozmawiać?
- Już rozmawialiśmy. Odniosłam wrażenie, że przekazałeś mi wszystko co chciałeś.
Wow. Chyba zamieniam się w zimny powiew wiatru.
- Nie, nie wszystko. - jego głos ciągle był opanowany.
Spojrzałam tylko na niego i skinęłam głową. Szliśmy w milczeniu. Do czasu.
- Hmm? Co chciałeś mi powiedzieć?
- Nie chcę tego kończyć w ten sposób. Nie chcę, abyś zapamiętała mnie takiego, jaki byłem wtedy na moście, lub dzisiaj w hotelu.
Odwróciłam wzrok. Liczyłam kostki chodnika.
Fascynujące zajęcie. Polecam na nerwy.
- Naprawdę, nie chciałem aby wszystko tak wyszło. Wyjechałem, bo stan zdrowia mojej mamy rzeczywiście się pogorszył, a wtedy pojawiła się Alex. Była moim wsparciem i pocieszeniem. - ból - nie chciałem się do niej przywiązywać, bo pomimo swej urody i niezwykłego charakteru, miała jedną poważną wadę. - zdziwienie - Nie była tobą. - jeszcze większe zdziwienie - ale po czasie, wszystko się zmieniło. Niemyślenie o tobie coraz lepiej mi wychodziło, a Alex wykorzystywała te chwilę. I teraz po prostu się wyleczyłem. Poszedłem na odwyk. - znowu ból - nie chcę cię ranić. Nie chcę komplikować życia swojego i twojego. Tak będzie lepiej.
- Dla kogo? - szepnęłam.
- Dla nas. - powiedział patrząc mi w oczy.
Wiedział, że ja tak nie uważam. Słyszał ten niemy krzyk.
- Mówię prawdę. Wiem co czujesz. Bardzo niewyraźnie, ale wiem. I uwierz mi, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Dlatego proszę cię o ostatnią rzecz. Tylko obiecaj mi, że dotrzymasz słowa.
- Obiecuję. - byłam jak w transie.
- Zapomnij o mnie. Ja zapomnę o tobie.
- Wiesz przecież, że nie będę potrafiła dotrzymać tego słowa.
- Spróbuj.
A teraz na jego twarzy pojawiło się wszystko. Staliśmy tak blisko siebie, lecz nikt nie miał odwagi, znowu "skomplikować sobie życia".
- Żegnaj. - powiedział i odszedł. Tak po prostu. Bez śladu.
Nie miałam po co tak stać, samotnie. Nie miałam nawet siły płakać. Moim celem było teraz zapomnieć. Edward prawie nie zauważył mojej zmiany. Był zbyt pochłonięty innymi rzeczami. Wróciliśmy do hotelu. Ja bez serca, Edward z wieloma sercami. Gdzie równowaga w przyrodzie? Następne kilka dni spędziłam na udawaniu, że wszystko jest dobrze. Powinno być dobrze ale nie było. Wszystko było rozwiązane. Skończone. Mimo wszystko nie mogłam, rozpocząć następnego rozdziału. Nie potrafiłam. Tkwiłam w tym ostatnim akapicie. Czytając go od nowa i od nowa, od nowa. Bo teraz nie czułam już bólu, tylko tą przerażającą pustkę.


*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Hej :) mam nadzieję, że podoba wam się ten rozdział. Przepraszam, że dodaję dopiero teraz ale miałam bardzo zajęty tydzień. ;/ zapraszam do szczerego komentowania :)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Bye ❤

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 16 ❤ ~ Spotkania

Stał tam i tylko lustrował mnie wzrokiem. Sprawdzał czy aby na pewno to jedna i ta sama osoba. Zastanawiał się po co tu przyszłam, dlaczego się tu znalazłam. Jego zaniepokojone myśli przeszywały mój umysł. Serce chciało wyrwać się z piersi i czym prędzej znaleźć się u boku Jego serca. Lecz moje ciało kierowane mózgiem chciało uciec, wracać, zapomnieć. I nie robiłam nic. Tylko stałam rozrywana przez potęgę serca i siłę umysłu. Miałam tylko nadzieję, że on czuje to samo.
Podeszłam do niego pewnym krokiem choć moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa.
- Hej - przywitałam się lekko zachrypniętym głosem. Odchrząknęłam.
- Cześć.
Ciągle stał oniemiały. Czyżby nagle zamienił się w posąg? Czy tak bardzo trzymał się nadziei, że już nigdy mnie nie zobaczy?
Nie wiedziałam od czego zacząć, bo w sumie nie byłam już pewna czego chcę się dowiedzieć. Gdyby ktoś miałby w tym momencie zapytać mnie ile jest dwa razy dwa z pewnością odpowiedziałabym, że pięć.
- Wyjdźmy stąd. - usłyszałam jego myśl.
Przytaknęłam i skierowałam się do wyjścia. Eryk szedł tuż za mną. Mimo, że w kawiarni było dość głośno słyszałam jego szybki, dziwnie nierytmiczny oddech. Wyszliśmy z budynku. Było niemal bezchmurnie. Szliśmy po chodniku rozmawiając o "pogodzie", co nie miało dla mnie większego znaczenia.
- A więc o czym chcesz porozmawiać? - zapytał dziwnie chłodno, unikając mojego wzroku. Znajdowaliśmy się na drewnianym mostku. Szmer strumyka nie zagłuszał dudnienia mojego serca.
- Przyjechałam tu, aby upewnić się... Czy... - zaczęłam niepewnie. Przecież dobrze wiedział o co chcę zapytać.
- Chcesz wiedzieć dlaczego wyjechałem? Tak nagle bez pożegnania?
- Tak.
- Stan zdrowia mojej mamy gwałtownie się pogorszył i musiałem wrócić. - powiedział. Brzmiało to jak kwestia wyuczona na pamięć.
- Rozumiem. - odpowiedziałam.
- Coś jeszcze? - zapytał bezbarwnym głosem.
To już była przesada. Co niby mu zrobiłam, żeby tak mnie traktować?
- Tak. Odpowiedz mi dlaczego mnie zostawiłeś? Po co te wszystkie kłamstwa? Po co te wszystkie fałszywe uczucia i słowa? Przyjechałam tu bo łudziłam się jeszcze nadzieją, że cokolwiek co mi powiedziałeś było prawdą. Ale dopiero teraz rozumiem, że niepotrzebnie się trudziłam i niepotrzebnie cierpiałam.
Bum. Bomba eksplodowała.
Na jego twarzy malowało się zdezorientowanie po moim nagłym wybuchu. Później w jego oczach malowały się jakieś nieopisane uczucie. Najwyraźniej nie miał ochoty mi odpowiedzieć. Obróciłam się i już chciałam odchodzić gdy usłyszałam jego głos.
- Nie wszystko było kłamstwem.
Nie, wcale. Boże, dlaczego byłam taka ślepa. Czy ten Eryk w Polsce to tylko maska? Nie wiem. Chyba nawet go nie znam.
Szłam po pięknych ulicach. Nawet nie wiem kiedy ale z moich oczu zaczęły wydobywać się łzy. Czy ten człowiek, który mnie zauroczył, którego tak bardzo kochałam i potrzebowałam, kiedykolwiek istniał? Znalazłam się w jakimś parku. Usiadłam na ławce i zastanawiałam się jaki sens ma to wszystko wokół mnie. Po co mam ten dar, który i tak nic mi nie dawał. Nagle ktoś się do mnie przysiadł. Oczywiście nie był to nikt inny tylko Edward.
- Cicho. - szepnął kojąco gdy wtulałam się w niego. - nie warto. Nie warto płakać za kimś takim.
Szeptał czule i sam schował twarz w moich włosach. Wróciliśmy razem do hotelu. Było jeszcze południe, ale ja byłam już wykończona i gdy tylko zamknęłam oczy odpłynęłam w krainę snów. Marzyłam by zostać tam na zawsze. Gdy się obudziłam, słońce chowało się za horyzontem. Edward siedział obok mnie na łóżku i czytał książkę. Bardzo mnie to zdziwiło ponieważ nigdy nie był fanem czytania.
- Co robisz? - zapytałam cicho.
Podniósł wzrok znad książki. Uśmiechnął się szeroko.
- Nie wierzę. Ty czytasz. - sama odpowiedziałam sobie na to pytanie.
Zaśmiał się cicho.
- Wszystko jest możliwe. - powiedział.
Niestety, nie wszystko.
Wstałam z łóżka. Moja sukienka pogniotła się a rozmazany makijaż na bladej twarzy uczynił ze mnie jakiegoś okropnego kosmitę.
- Wow Edward dlaczego jeszcze nie uciekłeś? - zapytałam. Wyglądałam naprawdę przerażająco.
- Dlaczego? - zapytał zdziwiony.
Spojrzałam na niego robiąc wielkie oczy.
- No nie powiem, że wyglądasz zjawiskowo ale widziałem gorsze rzeczy.
Zrobił przy tym taką śmiesznie mądrą minę. Parsknęłam śmiechem. Poszłam do łazienki aby doprowadzić się do porządku. Zmyłam makijaż, uczesałam się w kitkę i ubrałam się w spódniczkę i ciemną bluzkę. Postanowiłam wyciągnąć Edwarda do jakiegoś klubu. W końcu mu się należało bo przyjechał tu nie tylko po to by niańczyć niezrównoważoną przyjaciółkę. A przy okazji miałam nadzieję, że oderwę się od rzeczywistości.
- Wstawaj - powiedziałam do Edwarda. - idziemy.
Mój stanowczy głos lekko go zdziwił.
- Gdzie?
- Do klubu.
Posłał mi zaskoczone spojrzenie ale uśmiechnął się tylko i nic nie powiedział. Poszedł tylko się odświeżyć. Wyszliśmy z hotelu trzymając się za ręce. Niektórzy może pomyśleliby, że jesteśmy zakochaną parą.
- To gdzie idziemy? - zapytał.
- Liczę na twoją inwencję twórczą. - powiedziałam z bladym uśmiechem. Z całych sił próbowałam odepchnąć od siebie pewne myśli.
- Okey. No to chodź. - powiedział i zaczął biec, ciągnąc mnie za sobą.
Doszliśmy do jakiegoś lokalu. Już teraz było tam mnóstwo ludzi. Usiedliśmy przy barze i zamówiliśmy dwa drinki. Popijaliśmy i śmialiśmy się. Już prawie zapomniałam o sytuacji z poprzedniej części dnia. Prawie. Później Edward porwał mnie do tańca. Nie powiem, był w tym świetny. Nie to co ja. Edward tańczył chyba z większością dziewczyn w klubie, kiedy ja siedziałam przy barze i popijałam drinki.
- Mogę się przysiąść? - zapytał mnie jakiś facet po angielsku z francuskim akcentem.
- Jasne.
Obdarował mnie olśniewającym uśmiechem. Miał niebieskie oczy i burze ciemnych włosów. Był bardzo przystojny. Po chwili rozmowy zabrał mnie w wir tańczących. Był to świetny taniec z równie świetnym partnerem. Przy spokojnej piosence, przyciągnął mnie do siebie. Po chwili zaczął składać pocałunki na mojej szyi. Jego śmiałość była bardzo przesadzona. Później odważnie znalazł moje usta. Nie chciałam tego pocałunku, pragnęła inny ust. Trochę mnie to przeraziło, ponieważ w ogóle się nie znaliśmy a jego ręce już nie spokojnie błądziły po moim ciele. Nie miałam jak się od niego oderwać a wszyscy wokół, zajęci tańcem nawet nie zauważyli co się dzieje. Nagle koło mnie pojawił się Edward z miną wojownika. Odepchnął a właściwie oderwał ode mnie tego chłopaka i wyciągnął z lawiny tańczących ludzi.
- Nic ci nie jest? - wykrzyczał mi do uch.
- Nie. - odpowiedziałam próbując przekrzyczeć muzykę.
Wszystko to było dla mnie trochę jak przez mgłę, ponieważ nie byłam do końca trzeźwa. Edward ciągle badawczo mi się przyglądał. Tchnięta tajemniczym impulsem zaprosiłam go do tańca. Był lekko zdziwiony, że tak nagle naszła mnie ochota do tańca. Po niezliczonej ilości przetańczonych piosenek a może po tylko jednej, znowu natchnął mnie nieznany impuls.
- Magda, opanuj się. - powiedział odrywając się ode mnie i jednocześnie kończąc nierozpoczęty jeszcze pocałunek.
- Przecież nic nie zrobiłam.
- Ale chciałaś.
Dlaczego tak łatwo rozpoznać moje plany?
- Chodź do hotelu.
- Po co?
Spojrzał na mnie znacząco.
- Ale ja nie jestem pijana. - powiedziałam po raz setny gdy szliśmy w stronę hotelu.
Puścił moją rękę a ja prawie się przewróciłam. Przed twardym upadkiem uchronił mnie mój przyjaciel.
- Naprawdę?
- Może tylko troszeczkę - powiedziałam mrużąc oczy.
Ja już chciałam wracać ale Edward znowu pokrzyżował moje plany. Westchnęłam teatralnie. Pod wpływem alkoholu mój mózg poddał się i nie broniłam się już przed natłokiem myśli. W końcu doszliśmy jakoś do pokoju. Nawet nie wiem jak.
- Idź spać.
- Nie. - odpowiedziałam jak małe dziecko.
Wiem, że nie chciał się ze mną sprzeczać a zwłaszcza, gdy nie byłam całkiem świadoma swoich czynów. Bez słowa położył się koło mnie i próbował zasnąć ale ja ciągle coś do niego mówiłam. Nie pamiętam co dokładnie.
- Magda uspokój się! Jest piąta! - oho, w końcu się zdenerwował. Był teraz odwrócony twarzą w moją stronę. Wstałam i rozebrałam się do bielizny. Położyłam się na łóżku i odwróciłam się w stronę Edwarda.
- Czy ty mnie próbujesz uwieść? - zapytał, hamując napad śmiechu.
- Coś ci się nie podoba? - odpowiedziałam.
Zaśmiał się tylko i zaczął wpatrywać się we mnie. Przysunęłam się do niego jeszcze bliżej.
- Magda, co ty wyrabiasz?
- Gaszę pożar i zszywam dziurę w moim wnętrzu. - szepnęłam i przyległam do niego całym ciałem.
Wiedziałam, że wyprowadziłam go z równowagi tymi słowami. Gdy zrozumiał o co mi chodzi przytulił mnie i westchnął. Usłyszałam, że planuje już zemstę na Eryku. Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Obudziłam się gdzieś koło południa z okropnym bólem głowy. Jęknęłam.
- Ooo, obudziła się uwodzicielka. - powiedział Edward szeroko się uśmiechając.
Na początku nie wiedziałam o co mu chodzi ale zaraz przypomniały mi się ostatnie wydarzenia. Co za idiotka.
- Sorry - powiedziałam cicho.
- Spoko, akurat nie było tak źle. - odparł z łobuzerskim uśmiechem. Wstałam ale zaraz pożałowałam swojej decyzji bo dostałam zawrotów głowy. Powlekłam się do łazienki, zastanawiając się kiedy to pozbyłam się ubrania. Wzięłam orzeźwiający prysznic ale ciągle czułam się bardzo niewyraźnie. Ubrałam się w szare dresy i czarną bokserkę. Niesforne włosy związałam w kucyka, po czym położyłam się z powrotem na łóżku.
- Ja wychodzę ale ty lepiej się stąd nie ruszaj. - powiedział Edward, gdy ja ciągle leżałam bez ruchu na brzuchu.
- Nie zamierzam.
Gdy Edward wyszedł rozkoszowałam się ciszą i ciemnością jaka panowała w pokoju. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek telefonu.
- Słucham - powiedziałam zirytowanym głosem. Czy nikt nigdy nie da mi świętego spokoju?
- Chciałam poinformować panią, że ma pani gościa w restauracji hotelowej.
Odłożyłam słuchawkę i skierowałam się w stronę windy. Nie obchodziło mnie jak wyglądam. Do czasu, gdy dowiedziałam się kto jest oczekującym gościem.


*-*-*-*-*-*-*-*-**-*-*-**-*-*-*-*-*
Mam nadzieję, że się podoba. :) zapraszam do komentowania ❤
10 komentarzy = następny rozdział
Bye ;*

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 15 ❤ ~ Paryż

- Magda! Pospiesz się! - usłyszałam donośny głos z dołu.
- Zaraz. - mruknęłam pod nosem.
Wiedziałam, że właściciel owego głosu już od dłuższego czasu się niecierpliwi. No trudno. Trochę sobie poczeka.
- Szybciej! Nie zdążymy na lotnisko!
Akurat ubierałam się w niebieską sukienkę, którą dostałam od Amelii i babci na wakacje. Babcia była pełna obaw co do mojego wyjazdu wraz z prawie nieznanym chłopakiem.
- Czy ty jesteś pewna? Lepiej jedź z Olą. Nigdy nie wiadomo jaki się okaże... - zaczęła mówić lekko drżącym głosem.
- Nie martw się. Przecież wiesz, że jest moim najlepszym przyjacielem i nic więcej. I znam go lepiej niż on sam siebie. - odpowiedziałam unosząc jedną brew.
To akurat była prawda. W końcu grzebałam w jego głowie bez pozwolenia...
- No nie wiem, nie wiem. - w jej oczach zauważyłam cień strachu.
- Dam sobie radę.
- No mam nadzieję. W końcu chyba nie na darmo wydałam tyle kasy na twoje treningi karate...
Wspomnienie o tej rozmowie wywołało na mojej twarzy uśmiech. Wiem, że zależy jej tylko na moim bezpieczeństwie i szczęściu.
- No chodź w końcu. - powiedział Edward, stając w drzwiach mojego pokoju.
Westchnęłam. Spojrzałam jeszcze tylko do lustra. Nie było tak źle. Byłam ubrana w ciemnoniebieską sukienkę i czarne balerinki. Zeszłam na dół i pożegnałam się. Później pojechałam z Edem na lotnisko. Było tam mnóstwo ludzi czyli jeszcze więcej myśli. To było okropne. Musiałam wysłuchiwać jęków, śmiechów, strachów, lęków, życzeń, romansów, horrorów, piosenek. Niby byłam już przyzwyczajona ale nie potrafiłam zbudować w swojej głowie, aż tak grubego muru aby oddzielił mnie od takiego natłoku myśli. Po niezmiernie długim czasie oczekiwania, w końcu znalazłam się w samolocie. Edward co jakiś czas spoglądał na mnie zaniepokojony.
- Nic ci nie jest? Może to jednak nie był dobry pomysł z tym wyjazdem? - zapytał szeptem.
Otworzyłam oczy. Nasze twarze dzieliło może tylko kilka centymetrów. To było... dziwne.
- Nie, po prostu... Źle się poczułam. I tyle. - odszepnęłam.
- Na pewno? Źle wyglądasz.
- Nic mi nie jest... - powiedziałam zdławionym głosem.
- Coś przede mną ukrywasz, prawda?
No cóż. I tak prześwietlał mnie lepiej niż rentgen. I tak oto podzieliłam się z nim moim największym sekretem. Już dawno powinien o tym wiedzieć tylko lepiej gdyby dowiedział się gdzieś, gdzie miałby możliwość uciec a tutaj... Kiedy opowiedziałam mu o moim przekleństwie, miałam wrażenie, że zaraz skoczy z okna. W sumie to chyba lepiej niż siedzieć obok takiego dziwoląga. Mój najlepszy przyjaciel miał mnie znienawidzić z trzy... dwa... jeden...
- Wow - usłyszałam tylko.
- No.
- Już od dawna to podejrzewałem. - powiedział z uśmieszkiem.
- Wow. - tym razem to ja zaniemówiłam.
- Co?
- Nie takiej reakcji się spodziewałam.
Zaśmiał się. Jego śmiech był taki melodyjny i przyjazny.
- Myślałaś że cię znienawidzę i zostawie, tak? - zapytał.
Nieśmiało pokiwałam głową.
- O ty głuptasie. Nie powiem, zrobiło to na mnie wrażenie ale zawsze czułem, że jesteś niezwykła. - mówiąc to, mierzwił ręką swoje czekoladowe włosy.
Cieszę się, że nie użył słowa "dziwna". Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czym ja sobie zasłużyłam, żeby dostać tak wspaniałego przyjaciela?
- Dziękuję - szepnęłam tuląc się do jego piersi. Wiedziałam, że się uśmiechnął. Byłam tak szczęśliwa, że mam wsparcie. Szczere wsparcie a nie litość. Przez resztę lotu miałam zamknięte oczy. Próbowałam zasnąć jeśli tylko było by to możliwe. W końcu niedługo miałam spotkać się z Nim, ale tak naprawdę to jak miałam to zrobić, żeby się nie narzucać? Gdybym była sama z pewnością bym stchórzyła ale teraz nie ma już odwrotu. Eryk pewnie już nie pamięta, że istnieję. Że kiedykolwiek istniałam. Przecież postanowiłam, że pogodzę się z tym, że jest szczęśliwy beze mnie. Szczęśliwszy niż ze mną. Tylko dlaczego to tak bardzo boli? Ta świadomość paliła moje wnętrzności. Mam nadzieję, że w Paryżu znajdę sposób by ugasić ten i tak już zbyt rozległy pożar.
Gdy wysiedliśmy z samolotu nie byłam jeszcze świadoma co się dzieje. Mój mózg był zajęty rozważaniem wszystkich za i przeciw. Lepiej by było wpaść pod samochód czy coś innego...? Tak naprawdę ocknęłam się dopiero w taksówce. Edward nawijał właśnie po francusku do taksówkarza. Co jakiś czas pomiędzy potokiem francuskich słów puszczał mi oczko albo łapał za moją lodowatą dłoń. Gdy wreszcie dojechaliśmy do hotelu popędziłam do swojego pokoju i rzuciłam się na gigantyczne łóżko umieszczony na środku pokoju. Wzięłam głęboki oddech. W pokoju unosił się delikatny, kwiatowy zapach. Wstałam i podeszłam do wielkiego okna z którego roztaczał się przepiękny widok na wieżę Eiffla. Jeszcze raz wzięłam głęboki oddech aby uświadomić sobie, że głos w mojej głowie, mówiący, że to naprawdę ja znajduję się w tym cudownym miejscu, nie kłamał. Nie miał prawa tak perfidnie kłamać.
- Hej, hej, hej chyba nie myślisz, że będziesz sama gościć się w tym pokoju. Będziesz zmuszona przyjąć tu swego biednego, bezdomnego przyjaciela - powiedział Edward, rzucając się na łóżko obok mnie.
- No nie. A było już tak pięknie. - powiedziałam, odwracając się w jego stronę.
- No chyba nie powiesz mi, że żałujesz. Nie jedna wszystko by ci oddała, żeby tylko ze mną spać. - odparł, posyłając uśmiech w moją stronę.
- Wskaż mi chociaż jedną taką dziewczynę. Nieszczęsnie zaślepioną.
Droczyliśmy się jeszcze chwilę ale później zdecydowałam wziąć prysznic i czym prędzej iść spać. Oczywiście Edward był bardzo zniesmaczony moją decyzją. Bo przecież "noc jest jeszcze młoda. Tyle atrakcji i imprez!". Pewnie i miał rację ale i tak bym się dobrze nie bawiła, bo jutro miałam zamiar się z Kimś spotkać. Musiałam się tak jakby przygotować bo nie chciałam, żeby wiedział jakie emocje mną targają. Nie miałam pojęcia jak zbudować taką "tarcze". Gdy tylko położyłam się na łóżku Edward zrobił minę męczennika bo już nie miał szans wyciągnąć mnie na jakąś imprezę. Namawiałam go żeby sobie poszedł do jakiegoś klubu ale on uparcie twierdził, że"beze mnie to nie to samo". Po długim monologu Edwarda jak to "niszczę mu najlepsze lata młodości" i "że właśnie omija go najlepsza impreza w mieście" zajął miejsce obok mnie.
- Dobranoc - powiedział, zabawnie rozgniewanym głosem.
- Mam nadzieję, że nie chrapiesz.
W odpowiedzi mruknął coś pod nosem co wywołało u mnie nową falę rozbawienia.
Odsunął się chyba na najdalszą część łóżka.
- No nie gniewaj się. - powiedziałam gdy cisza między nami była już irytująca.
- Nie gniewam się. - szepnął i nagle zdałam sobie sprawę, że jest tuż przy mnie i kładzie swoją dłoń w mojej talii.
- O nie, nie. Łapy precz. - syknęłam.
Zaśmiał się na krótko i wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
Po chwili znowu w mojej głowie pojawiła się lawina pytań związana z Nim i z jutrzejszym dniem. W moim gardle stanęła ogromna kula, której za nic nie mogłam się pozbyć. Nawet nie wiem kiedy ale to ja przybliżyłam się do Eda i znalazłam się w jego ciepłych objęciach.
- A gdzie "łapy precz" ? - zapytał wesoło.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć bo kula w moim gardle jeszcze nie znikła.
- Nie martw się. Będzie dobrze - powiedział kojącym głosem. - on na pewno nie zapomniał o tobie. Nie da się ciebie zapomnieć.
- Najwyraźniej da. - szepnęłam.
Czułam, że nie kłamał. Ale przecież on nie znał na tyle Eryka.
Następnego dnia obudziłam się sama.
- Wstawaj, już śpiochu. - usłyszałam wołanie z łazienki. - mam wiadomość!
- Jaką wiadomość? - zapytałam trochę zaspanym głosem.
- Wiem, gdzie spotkasz dzisiaj pana Eryka - odkrzyknął.
Po tych słowach zerwałam się gwałtownie z łóżka.
- A teraz idź i zrób się na bóstwo. - powiedział Edward, wychodząc z łazienki. Chciałam zadać mu mnóstwo pytań ale uciszył mnie gestem ręki. Nie miał zamiaru zdradzać mi jak zdobył tę informację. Może to i dobrze. Poszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic. Co ma być to będzie, pomyślałam. Tylko czy dam radę się z tym pogodzić? Nie wiem. Chyba nie będę miała wyboru. Nabalsamowałam całe swoje ciało kokosowym balsamem. Postanowiłam ubrać się w czerwoną, zwiewną sukienkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
- No, no. - powiedział Edward, gdy wychodziłam z łazienki.
- Co?
- Nic, nic. - odpowiedział z tajemniczym uśmieszkiem. Dla mnie i tak nie był zbyt tajemniczy. - po prostu mam nadzieję, że przekona się co stracił.
- Nie przesadzaj. - powiedziałam.
- Nie przesadzam. Ten twój Eryk jest serio po... - popatrzyłam na niego mrużąc oczy - głupi - dokończył.
Zjadłam śniadanie i wyszłam z hotelu wraz z Edwardem. Powiedział, że spotkam Go w kawiarni, w centrum miasta.
- Nie idź ze mną. - powiedziałam stanowczym głosem. W każdym razie wydawało mi się, że jest stanowczy ale na moim przyjacielu nie robiło to najmniejszego wrażenia.
- Okey ale jeśli ci coś zrobi, nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Nie martw się. Nie jestem już małą dziewczynką.
Zaśmiał się.
- Dla mnie jesteś.
Co prawda był ode mnie wyższy o głowę.
- Dobrze, tato. Dam sobie radę. - powiedziałam bezskutecznie go od siebie odpychając.
- No dobra już sobie idę. Jakby co, to będę w pobliżu. - powiedział dając mi buziaka w policzek - dokop mu! - dodał odchodząc w przeciwnym kierunku.
- Jasne. - mruknęłam do siebie i poszłam w kierunku owej kawiarni. Prawie wcale się nie denerwowałam. Dziwne. Byłam taka dziwnie pewna siebie. Podziwiając piękne uliczki doszłam do celu. Weszłam do staromodnej, eleganckiej kawiarni. Miała taki niezwykły klimat. Szmer rozmów, zapach kawy i świeżych kwiatów. I wtedy poczułam dziwne mrowienie na karku. Obróciłam się i zobaczyłam je. Te piękne, złote oczy wpatrzone we mnie.


*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
Mam nadzieję, że się spodoba :) zapraszam do komentowania :*
10 komentarzy = następny rozdział