Bezkresna nicość otaczała mnie ze wszystkich stron. Chciałam krzyczeć, lecz nie mogłam. Wydawało mi się, że moje wyostrzone zmysły nie uchwycają nawet najmniejszych bodźców. A może były już całkiem wyłączone, martwe? Nie miałam pojęcia co się stało.
- Mówiłem... miałeś... a co jeśli... nasz... nawet... i to będzie...
Czy to niebo? Czy to piekło? Czy już po wszystkim? Umarłam?
- To... on... nie... musiałem... żyje...
Urywki rozmowy jakie dosłyszałam, sygnalizowały, że chyba jednak żyłam. Coś się stało. Powoli, powolutku do mojego mózgu docierało coraz więcej informacji. Słyszałam wiele tak niespokojnych, agresywnych myśli. I przy pomocy tego, czego dowiadywałam się z głów tych ludzi przypominałam sobie kolejne fakty. I, że wszystko co się ostatnio działo, nie było dziełem przypadku. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam stary, opuszczony magazyn. Walało się tu mnóstwo rzeczy, a w oddali, gdzieś za wielką stertą gratów słyszałam stłumione głosy. Potworny ból głowy, ręki i nogi sygnalizował, że coś jest nie tak. A jak miało być cokolwiek na "tak" skoro byłam przywiązana do krzesła?
Modliłam się aby ci ludzie zapomnieli o mnie, nie zbliżali się na krok, bo byłam pewna, że ich intencję wobec mnie nie są dobre.
Najwyraźniej nikt nie chciał wysłuchać moich próśb.
- No proszę, jednak żyje. Już myślałem, że się nie obudzi.
Powiedział wyłaniający się zza piramidy mężczyzna. Oślepiające światło lampy ciągle nie pozwalało mi w pełni dostrzec sylwetki wyłaniających się postaci.
- Idź po szefa. - szepnął do drugiego chłopaka.
Nadal nie rozumiałam, po co ta cała szopka. Chcieli mnie zabić, nie wiadomo za co, więc niech zrobią to chociaż dobrze. Słyszałam, że człowiek, który został ze mną w pewnym sensie mi współczuję ale chyba tylko dlatego, że sam bał się owego "szefa".
Pogwizdywał cicho i od czasu do czasu coś do mnie powiedział. Lecz moje usta były zaklejone taśmą. Czego ode mnie chcieli? Po chwili usłyszałam ciężkie kroki, tak jakby ktoś kulał. Moje serce zabiło szybciej, instynktownie czując zagrożenie.
- To ona? - zapytał zdziwionym głosem mężczyzna o kruczoczarnych włosach. Jego już nie najmłodszą twarz przeszywała głęboka blizna. - na pewno ona? No cóż całkiem przeciętna. Ale chyba nie jest tak całkiem zwykła skoro zauroczyła Eryczka bardziej niż tamta. - uśmiechnął się krzywo i podszedł bliżej mnie.
- Oj biedna. Nikt ci nie powiedział dlaczego tu jesteś? Smutne. - patrzyłam na niego twarzą wypraną z wszelkich emocji. Jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko mojej. - Nie martw się, nie długo się dowiesz. - powiedział tuż przy moim uchu.
Poczułam dziwną mieszankę smrodu gdy już się ode mnie odsunął. Jęknęłam.
- Spokojnie. Nie długo się zobaczycie. Prawdopodobnie już za chwilę.
W głowie"szefa" ciągle pojawiały się obrazy. Moje obrazy. Mojej śmierci. Coraz bardziej mnie to przerażało ale jeszcze bardziej przeraziłam się słysząc szybkie kroki i moje imię wykrzyczane wręcz panicznie.
- Uciekaj, uciekaj! To pułapka! - mówiłam w głowie ale wiedziałam, że to nic nie da. Zaczęłam więc krzyczeć, choć taśma nie przepuszczała mojego głosu. Słyszałam jak bardzo się boi. A jego krzyki były coraz wyraźniejsze. Eryk wbiegł i zatrzymał się gwałtownie. Wzrok od razu skierował na mnie. A potem na mężczyznę który siedział koło mnie.
- Cieszę się że znów się widzimy. - powiedział uśmiechając się do Eryka.
Nie odpowiedział. Jego klatka piersiowa niespokojnie falowała a oczy już wyrażały ból patrząc na mnie. A moje serce biło w szaleńczym tempie.
- Mam rozumieć, że niczego jej nie powiedziałeś?
Brak odpowiedzi.
- Aha. No ta posłuchaj mnie Madziu. - teraz przeniósł wzrok na mnie. - Twój ukochany Eryk, jest mordercą. Tak, zwykłym mordercą.
Patrzyłam na niego nie do końca rozumiejąc o czym mówił. Eryk nie mógł być mordercą. Był na to za dobry, zbyt idealny.
- Patrzył jak mój brat cierpi umierając. Umierając przez niego. Miał wtedy piętnaście lat. Miał przed sobą całe życie, cały świat, niezliczone możliwości. Ale ON to wszystko zniszczył i nigdy nie został pokarany. On nadal żył pełnią a mój brat już nigdy nie otworzył oczu.
Teraz krzyczał mi to wszystko w twarz.
Widziałam, że Eryk wyrywał się abym mnie uwolnić, ale stalowe uściski napastników nie pozwalały mu.
- Więc teraz on będzie patrzył, jak jego najdroższa osoba umiera w mękach.
Co? Nic nie rozumiałam.
- Przez ostatnie dni robiłem testy. I wiesz co? - zapytał bawiąc się ostrym, ząbkowanym nożem jaki trzymał w dłoniach. - nie zmartwił się tak bardzo ani tą lalą Alex, ani swoim najlepszym kumplem, ani nikim z rodziny. Tylko tobą.
Widząc mieszaninę uczuć na mojej twarzy zaśmiał się sztucznie.
- Tak, tobą. A moje przekonanie potwierdziło to gdy tylko przyjechał na lotnisko, dowiedziawszy się, że coś ci się stanie.
Jeszcze chwila. Jeszcze chwila, a uwolnię jedną rękę z węzłów.
- Eryczek chcąc nie chcąc musi ponieść konsekwencje. To nie moja wina, że to właśnie ty.
Podszedł do mnie z nożem w ręku. Wiedziałam, że ciągle się waha. Lecz w tej chwili najbardziej bałam się o Eryka. Bo bez względu na wszystko on też miał umrzeć. Mężczyzna szybkim ruchem zerwał z moich ust taśmę. Czubkiem noża zaczął obrysowywać kontury moich ust. Poczułam charakterystyczny rdzawy, słony smak. Słyszałam krzyki Eryka. Krzyczał, że mam to wytrzymać. Robiłam co w mojej mocy ale gdy zerwał bandaże na mojej nodze, odsłonił głęboką ranę i zaczął drążyć ją nożem, zapomniałam, że mam być twarda. Później zabrał się za drugą, zdrową nogę. Słyszałam krzyki pełne bólu i rozpaczy. Jakieś odległe i obce ale wydobywające się z moich ust.
Moja ręka ciągle tkwiła w węzłach lecz była coraz bliżej uwolnienia się.
Tortury trwały, krzyki nie ustawały, a niespokojne myśli krążyły po magazynie jak złe duchy. Kałuża krwi obok mnie powiększała się z każdą sekundą a twarz Eryka wyrażała coraz większą rozpacz. Mimo, że cierpiałam coraz bardziej, nie poddawałam się. Udało mi się. Wyjęłam obie ręce i uderzyłam tego potwora. Był to tak niespodziewany i mocny cios, że uzyskałam czas aby odwiązać zmasakrowane nogi. Wstałam z wielkim bólem i chwiejnymi nogami przeszłam kilka kroków. Otumaniony oprawca popatrzył na mnie i momentalnie, zrozumiał, że próbuję uciec. Bez problemu powalił mnie na podłogę i zaśmiewając się wrócił do poprzedniej czynności. Wyrysował na moim przedramieniu dziwny kształt, jakby zniekształcone "O". Zebrałam w sobie siły i przy najbliższej okazji ugryzłam go w dłoń. Krzyczał z bólu. Wykorzystałam z tej chwili nie uwagi. Tak bardzo mnie nienawidził. I nie zamierzał pozostawić przy życiu. Stanęłam i popatrzyłam na Eryka, który śledził wszystkie moje poczynania. Kazał mi walczyć. Uciekać. Zdezorientowani mężczyźni bezsilnością szefa, patrzyli na mnie. Eryk wyrwał się gdy chwilę rozluźnili uściski i ruszył w moją stronę. Weszliśmy w labirynt wąskich korytarzy, ścigani przez tych ludzi. Mieliśmy małe szanse na ucieczkę zwłaszcza w moim stanie. Eryk trzymał moje ręce i popychał mnie w stronę wyjścia. Nasi prześladowcy byli bardzo blisko. Biegliśmy przez wąski korytarz. Byliśmy coraz bliżej. Ja też. Ale bliżej śmierci. Obraz ciągle przesłaniała mi mgła. W końcu dotarliśmy do wyjścia i znaleźliśmy się na zewnątrz. Wiedziałam, że zaraz nas znajdą, zaraz nas dogonią.
- Zostaw mnie. - szepnęłam.
- Nie.
- Zaraz nas złapią. - krzyki napastników były coraz wyraźniejsze. - zostaw mnie. Uciekaj.
Nie odpowiedział. Widząc, że nie potrafię ustać na nogach wziął mnie na ręce. Kiedy ostatni raz miałam okazje znaleźć się w tym cudownym miejscu? Eryk dzielnie biegł w stronę ulicy. Magda, nie mdlej. Nie rób tego. Dasz radę.
Byliśmy już blisko ulicy ale wiedziałam, że był już zmęczony. Ja coraz mnie rozumiałam. Zmysły były jakby otumanione lecz ból nie ustawał. Eryk nie wiedząc co zrobić, wszedł do najbliższego sklepu i zaczął błagać o pomoc. Starsza kobieta z przerażeniem spoglądała na moje zakrwawione ciało i wskazała Erykowi drzwi do pomieszczenia gdzie mieliśmy się schronić. Chłopak położył mnie na stosie tkanin, lecz ja już mało czuła, mało słyszałam i widziałam. Po chwili zaczął nasłuchiwać odgłosów ze sklepu. Chyba to nasi oprawcy. Szukali nas. Lecz nie widziałam sensu aby nas szukać. Dostali to, czego chcieli.
- Magda, dasz radę, nie umieraj. Jesteś najsilniejszą osobą na świecie. Nie pozwól, żeby wygrali i nie zostawiaj mnie. Kocham cię.
I właśnie takie słowa chciałam usłyszeć przed śmiercią. Życie jednak jest piękne.
A co mnie przy nim trzymało?...
Gdy tylko otworzyłam oczy, miałam ochotę zamknąć je z powrotem ale Edward już zauważył, że się obudziłam. Czułam się taka słaba. Nikt oczywiście nie wziął tego pod uwagę i zostałam zmuszona wysłuchać kazań Edwarda, babci, Ami i Tomka. Sprowadzili ich chyba tylko po to, żeby zrobić mi na złość. Na szczęście w połowie dramatycznego przemówienia babci, przyszła pielęgniarka wybawiając mnie słowami.
- Pacjentka, jest zmęczona. Straciła bardzo dużo krwi. Proszę ją odwiedzić jutro.
Z wdzięcznością popatrzyłam na pielęgniarkę i w jednej chwili pogrążyłam się w głębokim śnie...
Kilka dni później wypisano mnie ze szpitala. Nadal byłam osłabiona a moje rany nie prezentowały się najlepiej lecz mój stan nie był już krytyczny. Eryk nadal się ze mną nie kontaktował. Facet w magazynie twierdził, że jest mordercą. Że jest potworem. Ale twierdził również, że to mnie kocha najbardziej. Podobno był w szpitalu kiedy byłam nieprzytomna. Lecz pomimo tego co się stało on chyba nadal mnie nie chciał. Zastanawiałam się dlaczego taki inteligentny człowiek jak on nie może zrozumieć, że razem cierpimy ale oddzielnie krzywdzimy siebie jeszcze bardziej. Przynajmniej takie było moje zdanie... Gdy zmuszona byłam siedzieć bezczynnie w pokoju i odpoczywać usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Rzuciłam tylko obojętne "Proszę" i dalej pochłonęło mnie oglądanie panoramy miasta. Tego pięknego i szalonego miasta.
- Hej.
Momentalnie zadrżałam pod wpływem tego głosu. Nie było wątpliwości do kogo on należał.
Odwróciłam się i zatonęłam w głębi tych oczu. Nie mogłam przyzwyczaić się do tego jak na mnie działały.
- Co tutaj robisz? - zapytałam cicho lecz w jego głowie znalazłam już odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania.
- Komplikuję sobie życie. - powiedział tuż przy moich wargach.
I pocałował mnie tak jak nigdy dotąd, a ja zrobiłam to samo. Przycisnął mnie do siebie pragnąc mojej bliskości a ja poczułam okropny ból w ręce. Ale czymże był ból w tej chwili?
*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
No i jak się wam podoba? Chcecie abym kontynuowała opowiadanie? Bardzo proszę aby każdy kto dotrwa do końca pozostawił po sobie ślad w postaci komentarza. :)
;*
JEZU...!! ŚWIETNE :D
OdpowiedzUsuńCzekam na next! Cudowny, cudowny!!! :>
Świetne 😊
OdpowiedzUsuńŚwietne 😊
OdpowiedzUsuńCudowny !!!
OdpowiedzUsuńCzekamy na kolejny rozdział! <3
OMG pisz kolejny .... sie działoo *.*
OdpowiedzUsuńWrócą do siebie mam nadzieję :)
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiade pisz dalej ^^
OdpowiedzUsuńKom od tej której nie lubisz :)
OdpowiedzUsuńKocham to i love you ♥♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńŚwietne *.*
OdpowiedzUsuńCzy Ty jesteś Dominiką Kulczyk?
OdpowiedzUsuńTo jest Dominika Kalinowska :)
UsuńCiekawy rozdział, czekam na kolejny ;) Pisz dalej, jestem ciekawa losów Eryka i Magdy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Fanny http://buszujacawsrodksiazek.blogspot.com