wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 15 ❤ ~ Paryż

- Magda! Pospiesz się! - usłyszałam donośny głos z dołu.
- Zaraz. - mruknęłam pod nosem.
Wiedziałam, że właściciel owego głosu już od dłuższego czasu się niecierpliwi. No trudno. Trochę sobie poczeka.
- Szybciej! Nie zdążymy na lotnisko!
Akurat ubierałam się w niebieską sukienkę, którą dostałam od Amelii i babci na wakacje. Babcia była pełna obaw co do mojego wyjazdu wraz z prawie nieznanym chłopakiem.
- Czy ty jesteś pewna? Lepiej jedź z Olą. Nigdy nie wiadomo jaki się okaże... - zaczęła mówić lekko drżącym głosem.
- Nie martw się. Przecież wiesz, że jest moim najlepszym przyjacielem i nic więcej. I znam go lepiej niż on sam siebie. - odpowiedziałam unosząc jedną brew.
To akurat była prawda. W końcu grzebałam w jego głowie bez pozwolenia...
- No nie wiem, nie wiem. - w jej oczach zauważyłam cień strachu.
- Dam sobie radę.
- No mam nadzieję. W końcu chyba nie na darmo wydałam tyle kasy na twoje treningi karate...
Wspomnienie o tej rozmowie wywołało na mojej twarzy uśmiech. Wiem, że zależy jej tylko na moim bezpieczeństwie i szczęściu.
- No chodź w końcu. - powiedział Edward, stając w drzwiach mojego pokoju.
Westchnęłam. Spojrzałam jeszcze tylko do lustra. Nie było tak źle. Byłam ubrana w ciemnoniebieską sukienkę i czarne balerinki. Zeszłam na dół i pożegnałam się. Później pojechałam z Edem na lotnisko. Było tam mnóstwo ludzi czyli jeszcze więcej myśli. To było okropne. Musiałam wysłuchiwać jęków, śmiechów, strachów, lęków, życzeń, romansów, horrorów, piosenek. Niby byłam już przyzwyczajona ale nie potrafiłam zbudować w swojej głowie, aż tak grubego muru aby oddzielił mnie od takiego natłoku myśli. Po niezmiernie długim czasie oczekiwania, w końcu znalazłam się w samolocie. Edward co jakiś czas spoglądał na mnie zaniepokojony.
- Nic ci nie jest? Może to jednak nie był dobry pomysł z tym wyjazdem? - zapytał szeptem.
Otworzyłam oczy. Nasze twarze dzieliło może tylko kilka centymetrów. To było... dziwne.
- Nie, po prostu... Źle się poczułam. I tyle. - odszepnęłam.
- Na pewno? Źle wyglądasz.
- Nic mi nie jest... - powiedziałam zdławionym głosem.
- Coś przede mną ukrywasz, prawda?
No cóż. I tak prześwietlał mnie lepiej niż rentgen. I tak oto podzieliłam się z nim moim największym sekretem. Już dawno powinien o tym wiedzieć tylko lepiej gdyby dowiedział się gdzieś, gdzie miałby możliwość uciec a tutaj... Kiedy opowiedziałam mu o moim przekleństwie, miałam wrażenie, że zaraz skoczy z okna. W sumie to chyba lepiej niż siedzieć obok takiego dziwoląga. Mój najlepszy przyjaciel miał mnie znienawidzić z trzy... dwa... jeden...
- Wow - usłyszałam tylko.
- No.
- Już od dawna to podejrzewałem. - powiedział z uśmieszkiem.
- Wow. - tym razem to ja zaniemówiłam.
- Co?
- Nie takiej reakcji się spodziewałam.
Zaśmiał się. Jego śmiech był taki melodyjny i przyjazny.
- Myślałaś że cię znienawidzę i zostawie, tak? - zapytał.
Nieśmiało pokiwałam głową.
- O ty głuptasie. Nie powiem, zrobiło to na mnie wrażenie ale zawsze czułem, że jesteś niezwykła. - mówiąc to, mierzwił ręką swoje czekoladowe włosy.
Cieszę się, że nie użył słowa "dziwna". Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czym ja sobie zasłużyłam, żeby dostać tak wspaniałego przyjaciela?
- Dziękuję - szepnęłam tuląc się do jego piersi. Wiedziałam, że się uśmiechnął. Byłam tak szczęśliwa, że mam wsparcie. Szczere wsparcie a nie litość. Przez resztę lotu miałam zamknięte oczy. Próbowałam zasnąć jeśli tylko było by to możliwe. W końcu niedługo miałam spotkać się z Nim, ale tak naprawdę to jak miałam to zrobić, żeby się nie narzucać? Gdybym była sama z pewnością bym stchórzyła ale teraz nie ma już odwrotu. Eryk pewnie już nie pamięta, że istnieję. Że kiedykolwiek istniałam. Przecież postanowiłam, że pogodzę się z tym, że jest szczęśliwy beze mnie. Szczęśliwszy niż ze mną. Tylko dlaczego to tak bardzo boli? Ta świadomość paliła moje wnętrzności. Mam nadzieję, że w Paryżu znajdę sposób by ugasić ten i tak już zbyt rozległy pożar.
Gdy wysiedliśmy z samolotu nie byłam jeszcze świadoma co się dzieje. Mój mózg był zajęty rozważaniem wszystkich za i przeciw. Lepiej by było wpaść pod samochód czy coś innego...? Tak naprawdę ocknęłam się dopiero w taksówce. Edward nawijał właśnie po francusku do taksówkarza. Co jakiś czas pomiędzy potokiem francuskich słów puszczał mi oczko albo łapał za moją lodowatą dłoń. Gdy wreszcie dojechaliśmy do hotelu popędziłam do swojego pokoju i rzuciłam się na gigantyczne łóżko umieszczony na środku pokoju. Wzięłam głęboki oddech. W pokoju unosił się delikatny, kwiatowy zapach. Wstałam i podeszłam do wielkiego okna z którego roztaczał się przepiękny widok na wieżę Eiffla. Jeszcze raz wzięłam głęboki oddech aby uświadomić sobie, że głos w mojej głowie, mówiący, że to naprawdę ja znajduję się w tym cudownym miejscu, nie kłamał. Nie miał prawa tak perfidnie kłamać.
- Hej, hej, hej chyba nie myślisz, że będziesz sama gościć się w tym pokoju. Będziesz zmuszona przyjąć tu swego biednego, bezdomnego przyjaciela - powiedział Edward, rzucając się na łóżko obok mnie.
- No nie. A było już tak pięknie. - powiedziałam, odwracając się w jego stronę.
- No chyba nie powiesz mi, że żałujesz. Nie jedna wszystko by ci oddała, żeby tylko ze mną spać. - odparł, posyłając uśmiech w moją stronę.
- Wskaż mi chociaż jedną taką dziewczynę. Nieszczęsnie zaślepioną.
Droczyliśmy się jeszcze chwilę ale później zdecydowałam wziąć prysznic i czym prędzej iść spać. Oczywiście Edward był bardzo zniesmaczony moją decyzją. Bo przecież "noc jest jeszcze młoda. Tyle atrakcji i imprez!". Pewnie i miał rację ale i tak bym się dobrze nie bawiła, bo jutro miałam zamiar się z Kimś spotkać. Musiałam się tak jakby przygotować bo nie chciałam, żeby wiedział jakie emocje mną targają. Nie miałam pojęcia jak zbudować taką "tarcze". Gdy tylko położyłam się na łóżku Edward zrobił minę męczennika bo już nie miał szans wyciągnąć mnie na jakąś imprezę. Namawiałam go żeby sobie poszedł do jakiegoś klubu ale on uparcie twierdził, że"beze mnie to nie to samo". Po długim monologu Edwarda jak to "niszczę mu najlepsze lata młodości" i "że właśnie omija go najlepsza impreza w mieście" zajął miejsce obok mnie.
- Dobranoc - powiedział, zabawnie rozgniewanym głosem.
- Mam nadzieję, że nie chrapiesz.
W odpowiedzi mruknął coś pod nosem co wywołało u mnie nową falę rozbawienia.
Odsunął się chyba na najdalszą część łóżka.
- No nie gniewaj się. - powiedziałam gdy cisza między nami była już irytująca.
- Nie gniewam się. - szepnął i nagle zdałam sobie sprawę, że jest tuż przy mnie i kładzie swoją dłoń w mojej talii.
- O nie, nie. Łapy precz. - syknęłam.
Zaśmiał się na krótko i wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
Po chwili znowu w mojej głowie pojawiła się lawina pytań związana z Nim i z jutrzejszym dniem. W moim gardle stanęła ogromna kula, której za nic nie mogłam się pozbyć. Nawet nie wiem kiedy ale to ja przybliżyłam się do Eda i znalazłam się w jego ciepłych objęciach.
- A gdzie "łapy precz" ? - zapytał wesoło.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć bo kula w moim gardle jeszcze nie znikła.
- Nie martw się. Będzie dobrze - powiedział kojącym głosem. - on na pewno nie zapomniał o tobie. Nie da się ciebie zapomnieć.
- Najwyraźniej da. - szepnęłam.
Czułam, że nie kłamał. Ale przecież on nie znał na tyle Eryka.
Następnego dnia obudziłam się sama.
- Wstawaj, już śpiochu. - usłyszałam wołanie z łazienki. - mam wiadomość!
- Jaką wiadomość? - zapytałam trochę zaspanym głosem.
- Wiem, gdzie spotkasz dzisiaj pana Eryka - odkrzyknął.
Po tych słowach zerwałam się gwałtownie z łóżka.
- A teraz idź i zrób się na bóstwo. - powiedział Edward, wychodząc z łazienki. Chciałam zadać mu mnóstwo pytań ale uciszył mnie gestem ręki. Nie miał zamiaru zdradzać mi jak zdobył tę informację. Może to i dobrze. Poszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic. Co ma być to będzie, pomyślałam. Tylko czy dam radę się z tym pogodzić? Nie wiem. Chyba nie będę miała wyboru. Nabalsamowałam całe swoje ciało kokosowym balsamem. Postanowiłam ubrać się w czerwoną, zwiewną sukienkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
- No, no. - powiedział Edward, gdy wychodziłam z łazienki.
- Co?
- Nic, nic. - odpowiedział z tajemniczym uśmieszkiem. Dla mnie i tak nie był zbyt tajemniczy. - po prostu mam nadzieję, że przekona się co stracił.
- Nie przesadzaj. - powiedziałam.
- Nie przesadzam. Ten twój Eryk jest serio po... - popatrzyłam na niego mrużąc oczy - głupi - dokończył.
Zjadłam śniadanie i wyszłam z hotelu wraz z Edwardem. Powiedział, że spotkam Go w kawiarni, w centrum miasta.
- Nie idź ze mną. - powiedziałam stanowczym głosem. W każdym razie wydawało mi się, że jest stanowczy ale na moim przyjacielu nie robiło to najmniejszego wrażenia.
- Okey ale jeśli ci coś zrobi, nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Nie martw się. Nie jestem już małą dziewczynką.
Zaśmiał się.
- Dla mnie jesteś.
Co prawda był ode mnie wyższy o głowę.
- Dobrze, tato. Dam sobie radę. - powiedziałam bezskutecznie go od siebie odpychając.
- No dobra już sobie idę. Jakby co, to będę w pobliżu. - powiedział dając mi buziaka w policzek - dokop mu! - dodał odchodząc w przeciwnym kierunku.
- Jasne. - mruknęłam do siebie i poszłam w kierunku owej kawiarni. Prawie wcale się nie denerwowałam. Dziwne. Byłam taka dziwnie pewna siebie. Podziwiając piękne uliczki doszłam do celu. Weszłam do staromodnej, eleganckiej kawiarni. Miała taki niezwykły klimat. Szmer rozmów, zapach kawy i świeżych kwiatów. I wtedy poczułam dziwne mrowienie na karku. Obróciłam się i zobaczyłam je. Te piękne, złote oczy wpatrzone we mnie.


*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
Mam nadzieję, że się spodoba :) zapraszam do komentowania :*
10 komentarzy = następny rozdział








10 komentarzy: