You've got something I need,
In this world full of people there’s one killing me
And if we only die once I wanna die with you...
Obudziłam się, gdy tylko słońce wzeszło nad horyzont i wyjęłam słuchawki z uszu. Edward nadal spał i delikatnie się uśmiechał. Ciekawe o czym śni. Pytanie, czy na pewno chcę wiedzieć. Wstałam i podeszłam do okna podziwiając panoramę zaspanego miasta. Było tu naprawdę pięknie ale mimo to, nie żałowałam że jutro wyjeżdżam. Było tu zbyt dużo emocji, zbyt wiele bólu. Wszystko było tu zbyt. Ubrałam się i szybko uczesałam. Postanowiłam iść dzisiaj na zakupy. Co by powiedziała Ami, gdybym nic jej nie przywiozła. Tak za nią tęskniłam, za jej uśmiechem i pogodą ducha. Wyszłam z pokoju i cicho zamknęłam drzwi, ponieważ nie chciałam budzić Edwarda. Wyszłam z hotelu i skierowałam się w stronę centrum. Miałam tam dość długą drogę, ale miałam nadzieję, że wiatr orzeźwi trochę mój umysł. Ciągle gdzieś tam, w zakamarkach mojego umysłu zamieszkał On i nie chciał się wynieść... Szłam ulicami miasta i myślałam o ostatnich dniach. Bez wyrazu, zamazane, niewidoczne. Jak gdybym miała zanik pamięci i dopiero teraz przypominam sobie kolejne fakty. Co robiłam, gdzie byłam, z kim rozmawiałam. Wszytko przesłaniała mi mgła. Dotarłam w końcu do ogromnego centrum handlowego. Miałam chyba jakąś paranoje, bo ciągle miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuję. W tłoku nie słyszałam żadnych niepokojących myśli. Tak, w wieku osiemnastu lat zamkną w szpitalu psychiatrycznym i podłączą do tysiąca kabelków. Później będą robić na mnie testy i stanę się królikiem doświadczalnym szalonego doktorka. To właśnie dlatego nikomu nie zdradzałam moich "umiejętności". Chodziłam po sklepach, a ktoś chodził za mną. Albo i nie chodził. Czułam się jak w jakimś głupim filmie. Idę i wydaję mi się, że ktoś jest za mną, obracam się i nikogo nie ma. Zupełnie jak w filmie. Wychodząc z centrum, postanowiłam ignorować to idiotyczne uczucie. Wracałam, w miarę możliwości, szybkim krokiem. Na ulicach kłębiły się tłumy zwiedzających ludzi. Chcą, nie chcąc, zostałam wepchnięta w tłumy. Wydawało mi się, że zaraz się uduszę. Udało mi się przejść na drugą stronę ulicy. Odetchnęłam chwilę, ale poczułam nagle jakiś ucisk na plecach. Wypchnięta na środek drogi, stałam zdezorientowana tą całą sytuacją. Chciałam podnieść torbę, którą upuściłam ale gdy się obróciłam zobaczyłam rozpędzony samochód zmierzający prosto w moją stronę. Najwyraźniej nie miał zamiaru się zatrzymać. A ja nic nie robiłam. Osłupiała i zdziwiona swoją własną bezsilnością. I zauważyłam tylko jak jakiś chłopak patrzy na mnie z przerażeniem w oczach, a później rzuca się na mnie, niczym dzikie zwierzę lub jakiś Superman. Po chwili zdałam sobie sprawę, że owy Superman leży na mnie, na ulicy i uśmiecha się, trochę nieśmiałym ale i szalonym uśmiechem. I, że właśnie uratował mi życie.
- Boże... - szepnął i sturlał się na chodnik obok mnie. - nic ci nie jest? - zapytał po angielsku.
- Nie, nie. - odpowiedziałam nadal w szoku.
Wstał i podał mi rękę, abym mogła wstać ale kiedy ścisnął moją dłoń, syknęłam z bólu.
- Na pewno nic? - zapytał a jego ciemnoniebieskie oczy zabłyszczały.
- To nic takiego. - powiedziałam, bo rzeczywiście nadal nic nie czułam.
Wstałam i podniosłam torby leżące na ulicy. Szalonego kierowcy już nie było.
- Może zawieść cię do szpitala? - zapytał Francuz patrząc na mnie z troską.
- O nie. - powiedziałam.
Chciałam by zabrzmiało to stanowczo ale mój głos nadal był roztrzęsiony.
Znacząco spojrzał na moje krwawiące kolano. Tego też w ogóle nie czułam.
Nie chciałam się z nim kłócić więc pojechaliśmy do szpitala. Było tam jak zwykle. Biało, śmierdząco, przygnębiająco. Okazało się, że mam tylko bardzo stłuczony nadgarstek i ranę ciągnącą się od kolana do połowy łydki. Wyglądało to naprawdę źle. Bardzo współczułam pielęgniarce, bo ja sama nie mogłam na to patrzeć. Ale Francuz dzielnie trzymał się mojego boku. Nie zadziwiała go żadna ilość krwi ani żadna rana. Chcieli mnie jeszcze zatrzymać na obserwacje ale nie zgodziłam się, bo przecież już jutro miałam wyjazd. Bardzo zdziwił mnie fakt, że nikt nie wspomniał o wezwaniu policji. W końcu byłam prawie martwa. Prawie, bo cudem mnie nie przejechano. Przecież ten samochód był tak blisko. Tak blisko do śmierci. Gdy wychodziła ze szpitala z zabandażowanym nadgarstkiem, nogą i Francuzem-supermanem u boku, przypomniało mi się, że przecież Edward o niczym nie wie. To by wyjaśniało tych dziesięć nieodebranych połączeń.
- Heej. Żyjesz? - z zamyślenia wyrwał mnie mój wybawca.
- Tak, tak, przepraszam. Co mówiłeś?
- Gdzie cię podwieźć? - powiedział, potrząsając swoją blond czupryną.
Podałam mu adres hotelu. Jechaliśmy rozmawiając o całym dzisiejszym dniu. Gdy wysiadałam z samochodu, przypomniałam sobie, że nawet mu nie podziękowałam.
- Miałaś szczęście, że tam byłem. - powiedział z szerokim uśmiechem.
- Jasne. - odwzajemniłam gest ale moja głowa znajdowała się gdzieś w Ameryce Południowej. - A tak w ogóle to bardzo dziękuję. Jestem twoją dozgonną dłużniczką.
- Drobiazg. - uścisnął moja zdrową rękę, którą wyciągnęłam w jego stronę.
Już chciałam odchodzić ale wiedziałam, że ma zamiar mnie zatrzymać. I co chce mi powiedzieć. Czasami naprawdę nienawidziłam bycia taką przewidywalną.
- Wiesz, jesteś teraz moją dozgonną dłużniczką więc może znajdziesz czas na jakieś spotkanie? - Niestety jutro już mnie tu nie będzie. Wracam już do Polski. - ups.
Widziałam jego zdezorientowaną minę i rozczarowanie.
- Ale może kiedyś... - powiedziałam.
- Może. - odpowiedział.
Odeszłam w stronę hotelu a on odprowadził mnie wzrokiem swych ciemnoniebieskich oczu. W sumie był świetnym chłopakiem, ale... Ja byłam nadal pozbawiona serca. Zostawiłam je gdzieś tam, daleko stąd. Nadal było rozbite na miliony kawałeczków i szukało siebie. Powoli układało te puzzle.
Weszłam do pokoju, pewna, że zaraz zerwie się wiatr słów, krzyków i pretensji.
- Magda, gdzie ty byłaś? Co ci jest? Co się stało? Kto to był? Dlaczego nie odbierałaś telefonu?!...
Gdy już w końcu wszytko z siebie wyrzucił, opowiedziałam mu beznamiętnie moją "przygodę". Otworzył usta z przerażenia, patrząc na bandaże na nodze i nadgarstku. Po setnym zapewnieniu, że nic mi nie jest, dał mi spokój. Zjadłam hotelowy obiad, ale nie mogłam stwierdzić czy mi smakował czy nie. Równie dobrze mogłabym zjeść jedzenie ze śmietnika. Wszystko miało taki smak, ale teraz zajmowała mnie pewna sprawa. Czy mój obserwator miał coś wspólnego z tym wypadkiem? Czy tajemniczy "ktoś" kiedykolwiek istniał? Czy to tylko moje chore urojenia? Przecież to wszystko mogło być tylko wytworem mojej wyobraźni. Mogło, ale nie musiało. Przez resztę dnia nie wychodziłam z hotelu i próbowałam czymś się zająć ale dziwne uczucie nie znikało ale wręcz przeciwnie - nasilało się. Następnego dnia byłam już spakowana i miałam wyruszać na lotnisko. Opuszczałam to miejsce, raczej bezpowrotnie. Przepraszam, Francjo. Najwyraźniej nie jesteśmy sobie pisane. Jechałam taksówką i myślałam, jak wiele się zdarzyło i jak potoczyło. I o tym jak mogło się potoczyć. Na lotnisku jeszcze czekaliśmy. Ciągle czułam się obserwowana. Dla zabicia czasu postanowiłam zrobić sobie wycieczkę do toalety. Gdy wracałam w tłumie wychwyciłam jakby znajome myśli, które po prostu krzyczały. I wtedy w tłumie zobaczyłam te oczy, które rozpoznałabym wszędzie. Przez ułamek sekundy błysnęła w nich jakby ulga ale później... Była tylko ta jedna, wielka, bezcielesna, bezkresna, czarna plama. I huk. I nic.
*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-*-*
uff no i mamy kolejny rozdział :) przepraszam, że kazałam wam tak długo czekać ale złośliwość rzeczy martwych mnie zatrzymała ;/ oczywiście, rozdział ten (jak każdy) został napisany z nadzieją, że komuś się spodoba. Osobiście uważam, że jest beznadziejny ponieważ brak weny daje się we znaki :{ czekam na wasze opinie, rady i uwagi :) jeszcze raz serdecznie zapraszam do komentowania, bo to bardzo motywuje do dalszej pracy ♥
10 komentarzy = następny rozdział :)
Świetny <3
OdpowiedzUsuńŚwietny <3
OdpowiedzUsuńCUDOWNY !!!!!!!
OdpowiedzUsuńJezu... chce już kolejny rozdział!! Napisz szybciej :DD
Bajeczny i magiczny!!! Czekam na więcej pisz jak najszybciej czekam :)
OdpowiedzUsuńnaj <33
OdpowiedzUsuńBOŻE kocham ten koniec
OdpowiedzUsuńMega dawaj szybko <3
OdpowiedzUsuńAaaaaaaaaaa piszcze
OdpowiedzUsuńŚwietny
Świetny rozdział *.*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie, dopiero się rozkręcam :) http://love-life-with-me.blogspot.com/
Świetne
OdpowiedzUsuńNaprawdę dobry :)
OdpowiedzUsuń