Siedziałam w pokoju czekając na powrót mojego przyjaciela. Mój stan nadal nie pozwalał mi (a raczej to nie stan, ale Edward) wychodzić na zewnątrz. Myśleli, że umieram teraz ze strachu, po tym co się stało ale tak naprawdę to oni wszyscy żyli w uczuciu nieustającego, narastającego niebezpieczeństwa. A Eryk... Hmmm Eryk to skomplikowana sprawa. Przez ostatnie kilka dni był istną zagadką. Niby wiedziałam o czym myśli ale nie mogłam zajrzeć gdzieś głębiej, poznać wcześniejsze wydarzenia. Słyszałam tylko o czym myśli obecnie i tylko czasami cieszyłam się z tego, że mam takie zdolności. Ale tylko czasami. Bo gdyby nie to nigdy bym go nie odgadła, choć tak naprawdę jeszcze tego nie zrobiłam.
- Cześć kaleko.
Edward opadł na łóżko obok mnie. No tak, on to co innego. Jedyny, który nie obchodził się ze mną jak z jajkiem.
Gdy nie usłyszał odpowiedzi, dźgnął mnie w bok.
- O czym myślisz? - zapytał.
- O wszystkim.
- Aha. No widzę, że rozmowna jesteś dzisiaj.
- Oczywiście.
- Jak zwykle. - odpowiedział uśmiechając się do mnie. Mimo, że jego usta wykrzywiały się w uśmiechu jego oczy wyrażały jak bardzo się o mnie martwił.
- I co? Odlecieli? -zapytałam aby odwrócić jego uwagę od bandaży na moich nogach.
- Tak. Twoja babcia była bardzo zaniepokojona, że nie chcesz jeszcze wracać.
Nie odpowiedziałam. Nie mogłam jeszcze stąd wyjeżdżać.
- Dlaczego?
- Mam kilka spraw do załatwienia.
- No tak jasne. Raczej kogoś. - powiedział unosząc jedną brew.
Już miałam się odgryźć i przypomnieć mu, że to on nie chciał wyjeżdżać, bo wciąż pilnuje mnie jak małe dziecko ale usłyszeliśmy ciche pukanie do pokoju. W miare moich możliwości zerwałam się z łóżka i podeszłam do drzwi. Spojrzałam jeszcze na Edwarda, który westchnął i zapytał się w myślach czy to Eryk. Nie musiałam mu odpowiadać.
- Hej. - przywitał się i delikatnie złapał moje dłonie.
- Hej.
Jego wargi musnęły mój policzek.
Jeszcze jedno westchnięcie.
Edward wstał i wyszedł z zapowiedzią, że zaraz wróci. Wiedziałam, że nienawidzi go za to co się stało i, że nie ufa mu w najmniejszym stopniu.
- Wszystko okey? - zapytał siadając na małej kanapie w rogu pokoju.
- Tak, jasne.
- Na pewno? A co z Edwardem?
- Nic. Po prostu jest zmęczony.
- Mhmm. Przemyślałaś może ostatnią ofertę jaką ci złożyłem?
- Tak, a moja odpowiedź się nie zmieniła. Nie będę się do ciebie przeprowadzać. To nie ma sensu, bo tu też jestem bezpieczna a po drugie nie chcę narzucać się twojej rodzinie.
- Przecież wiesz, że mój dom jest wystarczająco wielki i nie będziesz nikomu sprawiać kłopotu. A teraz jak mieszkasz z nim...
- To tym bardziej jestem bezpieczna. Zaufaj mi. - powiedziałam kładząc głowę na jego ramieniu.
- Ze mną byłabyś bezpieczniejsza. - powiedział składając słodki pocałunek na moich ustach.
I mogłabym trwać tak wiecznie, gdyby nie to, że czasami trzeba oddychać.
- Może pójdziemy gdzieś na miasto? Siedzę w tym hotelu jak w klatce, nigdzie nie wolno mi się ruszyć a czuję się całkiem dobrze.
Spojrzał na mnie jak na cenną rzecz, która została roztrzaskana, ale po chwili zgodził się jednak. Nie trudno było go przekonać.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. - powiedział Edward stając w drzwiach.
- Jak najlepszy. - odpowiedziałam, osobie która nieubłagalnie chciał uwięzić mnie w wieży bez okien i drzwi, gdzieś na bezludnej wyspie.
- Nikt cię nie nauczył, że nie ładnie jest podsłuchiwać? - zapytał Eryk, wyraźnie zirytowany.
- Czy ja kogoś podsłuchiwałem? Akurat przechodziłem, to usłyszałem. - odparł, opierając się o ścianę i mierzwiąc swoje ciemne włosy.
Eryk ścisnął dłonie w pięści. Widząc, że sytuacja staje się delikatnie mówiąc nieprzyjemna odchrząknęłam i złapałam Eryka za rękę.
- Okey, chodźmy już. - powiedziałam ciągnąc go w stronę drzwi.
Bez słowa zdjął swój zimny wzrok z Edwarda i przeniósł na mnie momentalnie się ocieplając.
- Super, a więc idę z wami. - powiedział Edward patrząc na mnie niby zabawnie ale tak naprawdę nie chciał mnie zostawiać samą.
- Ale...
- Wiem, że się cieszycie.
Nie próbowałam już go przekonywać, bo i tak nie zachwiałabym jego pewności. Szłam jak w obstawie. Z jednej strony Eryk trzymając mnie za rękę, wyraźnie zły, że nie jesteśmy sami a z drugiej Edward, który co jakiś czas krzywo patrzył na nasze splecione dłonie.
- Edward, naprawdę możesz sobie iść. Damy sobie radę. - powiedział Edward, z naciskiem na ostatnie słowa.
- Nie sądzę. Ostatnio skończyło się na szpitalu. O mało jej nie zabiłeś. - odpowiedział z namacalną wręcz furią.
Na twarzy Eryka odbił się ból, nieodłącznie związany z tamtymi wydarzeniami.
- Przecież wiesz, że ja... - zaczął cicho.
Edward trafił w czuły punkt.
- Chłopaki, przestańcie. - powiedziałam stanowczo.
Mierzyli się jeszcze chwile wzrokiem ale potem oboje spojrzeli na mnie.
- Wiesz co powinienem chyba już iść.
Wiedziałam, że tak to się skończy.
- Nie, nie musisz. - powiedziałam tuż przy jego twarzy.
- Muszę. - odpowiedział i przycisnął swoje wargi do moich ust. Zapomniałam gdzie jestem ale sfrustrowane myśli Edwarda nieubłagalnie ściągnęły mnie na ziemie.
- Do zobaczenia.
Nie odpowiedziałam tylko mocniej ścisnęłam jego dłoń. Uśmiechnął się smutno, bo wciąż o wszystko się obwiniał. Bez trudu uwolnił się z mojego uścisku. I poszedł.
A Edward ani trochę nie żałował swoich słów.
Popatrzył na mnie ale ja odwróciłam się tylko na pięcie i ruszyłam w stronę nowoczesnego wieżowca.
- Ejj Magda, nie obrażaj się.
- Za późno.
- Należało mu się, bo taka jest prawda. To wszystko, te wszystkie cierpienia jakie przeżyłaś były i wyłącznie przez niego. A ty jeszcze mu to wybaczasz, mało tego on ma czelność cię dotykać po tych torturach jakie ci zafundował.
- Co?! Nie masz pojęcia o czym mówisz! Jak możesz go tak obwiniać i obrażać? Napadł mnie jakiś psychopata, a on próbując mnie ratować, ryzykował własne życie, i ty teraz uważasz, że to jego wina? Jesteś żałosny! - wykrzyczałam.
- Magda...
- Zostaw mnie.
- Ale czy nie widzisz, że od kiedy go poznałaś dzieją się same złe rzeczy? Nie widzisz tego, że on do ciebie nie pasuje i naraża cię tylko na niebezpieczeństwa?
- Nie, nie widzę.
W jego głowie huczał niespokojny wir myśli.
Popatrzyłam na niego z bólem, nie chciałam się z nim kłócić, bo był moim najlepszym przyjacielem i kochałam go, ale to co o nim myślał...
- Magda zaczekaj.
Ale ja go nie słuchałam, tylko szłam dalej.
- Magda...
Później usłyszałam huk i obraz upadającego Edward. Podbiegłam do niego i uklękłam, wpatrzona w już całkiem nasiąkniętą krwią koszulkę.
- Boże, Edward...
Złapałam go za rękę. Wywiercał we mnie dziurę swoim zaskoczonym wzrokiem. Wokół nas zebrała się już spora grupa ludzi, wzywająca pomoc lecz ja tego nie widziałam bo czułam ten sam ból co on. Nie miałam tej realnej rany ale... Czułam to. Czułam to przerażenie. Twarz Edwarda stopniowa pokazywała wszystkie odcienie bladości.
- Przepraszam. - szepnęłam, mocniej ściskając jego zdrową rękę.
Nie byłam pewna czy mnie słyszy. Tak bardzo żałowałam tych wszystkich słów.
- Już zapomniałem.
Uśmiechnęłam się blado. Nie mógł odejść. Nie mógł mi tego zrobić. Po chwili przyjechała karetka. Szybko zabrali mojego przyjaciela do auta ale mnie nie wpuścili. Stałam patrząc jak karetka znika, wraz z Edwardem i kulą w jego ramieniu. Jedyne co teraz po nim zostało to krew na chodniku.
Nie pamiętam w jaki sposób znalazłam się w szpitalu lecz najważniejsze, że jakoś się tam dostałam. Od razu dopadły mnie mdłości związane z każdym moim pobytem w szpitalu. Po przepytaniu chyba wszystkich pracowników w końcu znalazłam go. Nie pozwolono mi wejść, bo przygotowywano go do zabiegu ale ta jedna chwila gdy go zobaczyłam uświadomiła mi, że muszę to skończyć. Raz na zawsze, bez ofiar, świadków, sama. Bo ta kula była przeznaczona dla mnie. Miała znaleźć się we mnie. Starłam łzy z policzków, które znalazły się na nich nie widomo kiedy. Wyszłam ze szpitala i skierowałam się z powrotem w stronę ulicy na której postrzelono Edwarda ulicy na której to ja miałam być postrzelona. Zatrzymałam się i czekałam. Nie wiedziałam na co, ale czułam, że coś się wydarzy. Po chwili komórka w mojej kieszeni zasygnalizowała, że dostałam SMS - a.
"Zakończmy to. Przy moście."
Odczytałam tą wiadomość i pierwszy raz przyznałam mu racje. Powinniśmy to zakończyć.
Nie darowałabym sobie, jeśli Edward miałby umrzeć przeze mnie... A gdyby były jeszcze inne osoby, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Nie miałam wątpliwości co do decyzji. Ruszyłam więc w stronę mostu, bo co do którego też nie miałam wątpliwości. Cel mojej podróży był dość daleko więc pokonanie drogi zajęło mi sporo czasu. W końcu dotarłam do tego miejsca. Ostatniego miejsca, które dane będzie mi widzieć.
- Miło, że przyszłaś. Już myślałem, że odrzucisz moje zaproszenie. - powiedział mężczyzna z głęboką blizną na twarzy. Ostatnio to właśnie ta twarz nieustannie nawiedzała mnie w snach.
Popatrzył na mnie z rozbawieniem. Właśnie uświadamiał sobie, że nie potrzebnie tak zaciekle walczył o zwierzynę, bo po czasie sama przyszła. Wystarczyło ją odpowiednio zwabić.
- Hmm... Szkoda będzie... - powiedział podchodząc do mnie. Ja cofnęłam się o kilka kroków. - takiej... - dwa kroki w przód, dwa kroki do tyłu - ślicznej... - trzy kroki w przód, trzy kroki w tył - buzi. - odpowiedział śmiejąc się do swoich myśli. Niestety, ja jedyna wiedziałam dlaczego się śmieje.
- Chociaż nie... - znów rozpoczęliśmy ten dziwny taniec - jednak nie będzie szkoda. - powiedział znowu się śmiejąc. Dwa kroki w przód, dwa kroki w tył. Z kieszeni wyjął ten, tak dobrze mi znany, ząbkowany nóż. Trzy kroki w przód... dwa kroki w tył. Teraz on stał tak blisko, a za mną daleko w dole, płynęła rzeka. Przełknęłam ślinę, bo dopiero teraz się bałam. Lecz gdy tylko pomyślałam o tym, że wszyscy ludzie, których kocham będą żyli jeszcze długo i szczęśliwie, to uczucie minęło.
- To co? Kończymy? - zapytał tuż przy mojej twarzy.
Dreszcz obrzydzenia przebiegł po moich plecach.
- Byle szybko. - szepnęłam.
- A więc... Zróbmy ostatni krok w tym tańcu.
I właśnie to zrobiłam. Dosłownie.
*-*-*-*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-*
Hej. :) a więc mamy następny rozdział! Nie wiem czy się wam podoba bo ostatnio nie miałam weny ;/ jak myślicie, co potoczy się dalej? Piszcie swoje opinie, uwagi, rady i pomysły w komentarzach! Czekam :)
Bye :*
O nie żeby się nic nie stało :(
OdpowiedzUsuńNiech ona nie umrze..../Super rozdział :)
OdpowiedzUsuńŚwietny!!!! Czekam na następny!!!
OdpowiedzUsuńświetne! :)
OdpowiedzUsuńKochana zapraszam na konkurs do wygrania 120$ od Shein:)
http://mylife-tasia.blogspot.com/2015/06/konkurs-wygraj-120-od-shein.html
Pewnie skoczy z mostu :) ^^
OdpowiedzUsuń