poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 6 ❤

- Nie odejdę. Nigdy.
Ten szept prześladuje mnie w snach. Gdy budzę się rano Eryka już nie ma. Musiał wyjść niedawno, ponieważ miejsce obok mnie jest jeszcze ciepłe. I pachnie Erykiem. Zostawił mi kartkę.
" Musiałem już jechać do domu. Przyjadę do szpitala po południu.
Eryk "
Długo wpatrywałam się w kartkę. Wszyscy chłopcy jakich znałam mieli nieładne a pismo. Ale te słowa, które napisał na kartce papieru były napisane starannie. To pismo było kształtne i piękne. Widać, że takie pismo posiada osoba wyjątkowa, utalentowana. Czy taki był Eryk? Na pewno jest wyjątkowy. Był ze mną cały wczorajszy dzień i ( aż trudno w to uwierzyć) całą noc. Mam nadzieję, nie naraziłam go na kłopoty. Jego rodzice pewnie się martwili. Ale czy ten szept, który wczoraj słyszałam był prawdziwy? Równie dobrze mogło mi się to przyśnić. Przeciez wczorajszy dzień był pełen wrażeń. Nie wątpię, że dzisiejszy też taki będzie. Na wspomnienie o Ami od razu łzy napływają mi do oczu. Nie, nie mogę płakać. Muszę być silna. Przecież ona caly czas żyje. Moja starsza siostra nie byłaby zadowolona, że ciągle płacze. Wstałam z łóżka. Postanowiłam ubrać się w zwykłe dżinsy i białą koszulkę, którą dostałam kiedyś od Amelki... Uczesałam się w zwykłego kucyka i przejrzałam się w lustrze. Byłam blada, miałam czerwone oczy i spuchniętą kostkę. Bardzo mnie dziwiło, że Eryk się mnie nie wystraszył. Przecież wczoraj wyglądałam jeszcze gorzej. Zeszłam na dół. W kuchni nie było babci więc weszłam do jej sypialni. Leżała w łóżku. Musiała być wykończona wczorajszym dniem bo zazwyczaj wstawała bardzo wcześnie. Stałam i rozważałam czy położyć się koło niej czy iść do kuchni i poczekać aż sie obudzi. Otworzyła lekko oczy i popatrzyła na mnie jakbym była wciąż tym sześcioletnim dzieckiem, które tak często przychodziło do niej, bo nie mogło zasnąć.
- Chodź do mnie. - powiedziała swoim ciepłym głosem.
A ja, jakbym ciągle była tym samym beztroskim dzieckiem położyłam się obok niej, a ona mnie przytuliła. I znów się rozpłakałam. A miałam być silna i niezależna. Po dłuższej chwili milczenia babcia powiedziała:
- Wstań. Musimy jechać do Ami.
Bez słowa skierowałam się do kuchni. W ponurej atmosferze zjadłyśmy śniadanie. Później ubrałyśmy się w ciepłe kurtki. Na dworze było wietrznie i szaro. Widocznie pogoda też tęskniła za Ami. Za ciepłą, wesołą i kochaną Ami. Gdy jechałam z babcią jej malutkim, niebieskim autkiem, przyglądałam się ruchliwej ulicy. Wszystko wyglądało jak dawniej. Ludzie spieszyli się do pracy, dzieci do szkoły. Ale jednak ta dobrze znana ulica była jakaś inna, odmienna. Gdy weszłyśmy do szpitala znowu jakaś dziwna siła nie pozwalała mi mówić. Szłam z babcią przez długi korytarz z którym znajdowała się sala w której leżała Amelia. Tak bardzo tęskniłam za jej uśmiechem. Weszłyśmy do małego korytarzyka. Od razu podbiegłam do szyby z którą leżała moja siostra. Ale za szybą było widać tylko puste łóżko jakby tam nigdy nikogo nie było. Nie... Tomka tez nigdzie nie było. Na twarzy babci malowało się przerażenie. Nagle na końcu korytarza zauważyłam łóżko. Szybko tam pobiegłam.
- Ami! Słyszysz mnie? - powiedziałam z nutą histerii w głosie.
- Boję się... Magda... - szepnęła. Moja starsza siostra bała się. Dla mnie to było coś... Zadziwiającego
- Wszystko będzie dobrze. Wyjdziesz z tego - powiedziałam i złapałam jej delikatną rękę. Była zimna.
Ami straciła przytomność.
- Gdzie ją zabieracie?! - krzyknęłam do pielęgniarki.
- Na salę operacyjną. Pojawiły się pewne komplikacje.
Niczego więcej się nie dowiedziałam bo pielęgniarki wraz z moją siostrą zniknęły za drzwiami pomieszczenia do którego nie pozwolono mi wejść. Boże... Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. I z moich oczu znów wypływała rzeka łez. Za tymi drzwiami może właśnie w tej chwili moja siostra umiera... Nie mogłam o tym myśleć. Siedziałam tam, pogrążona w smutnych myślach. Mój mózg świetnie podsuwał mi coraz to czarniejsze scenariusze. Po jednej stronie siedziała babcia i obejmowała mnie. Z drugiej strony siedział Eryk i trzymał mnie za rękę. Nawet nie wiem kiedy przyszedł. Naprzeciwko mnie siedział Tomek. Jego stan psychiczny i fizyczny można opisać jednym słowem: fatalny. Po nieokreślonym czasie spędzonym na siedzeniu i zamartwianiu postanowiłam zmienić plan na spacerowanie i zamartwianie się. Żaden lekarz nie wychodził z sali. Bałam się, że nastąpiło najgorsze. Nie. Na pewno nie. W pewnym momencie zaczęłam się dusić. Nienawidziłam zapachu szpitala. Wybiegłam z korytarza. Biegłam do wyjścia. Nie mogłam więcej przebywać w tej atmosferze. Usiadłam na schodach. Próbowałam przypomnieć sobie jak się oddycha. A on znów usiadł koło mnie. I znów mnie przytulił. A ja znów się rozpłakałam.
- Chodź. Zabiorę cię stąd.
- Nie. Boje się, że... - że wrócę a ona odejdzie. Na zawsze. Zdanie dokończyłam w myślach bo w moim gardle znowu pojawiła się wielka gula.
- Wiem czego się boisz ale ona nigdy cię nie zostawi. Może jej ciało ulegnie zniszczeniu ale ale jej duch zawsze będzie przy tobie. W twoim sercu. Zawsze. - powiedział tonem człowieka, który przeżył 1800 lat a nie 18.
Ja nic na to nie odpowiedziałam. Nie umiałam znaleźć jakichś sensownych, mądrych słów. Westchnęłam.
- Chodź. Twoja babcia jest przy niej. Poznałem ją tylko trochę ale jestem pewny, że nie pozwoli jej odejść. - powiedział i uśmiechnął się do mnie, ukazując urocze dołeczki.
Zgodziłam się, bo czułam że nie kłamie. Weszłam do jego sportowego auta. Jechaliśmy dość długo. W końcu dotarliśmy do celu. Byliśmy przed dużym drewnianym domem. Za domem znajdował się rozległy las. Ominęliśmy dom. Eryk prowadził mnie w głąb lasu. Szliśmy około 30 minut. Las był piękny. Stare drzewa wydawały się takie tajemnicze, mądre. Wśród drzew zauważyłam mały domek. Gdy podeszłam bliżej okazało się, że to duża altana. Weszliśmy do środka. Był tam mały stolik i dwa fotele. Wydawało mi się, że nasza obecność zakłóca niezwykłą aurę tego miejsca.
- Słyszysz? - szepnął Eryk.
- Co? - zapytałam.
- Wsłuchaj się.
Zrobiłam jak mi kazał. Z początku nic nie słyszałam. Tylko szum drzew i śpiew pojedynczych ptaków. A może "aż" szum drzew i śpiew ptaków? I nagle zrozumiałam o co chodzi.
- Słyszysz jak oddycha? - zapytał Eryk.
- Tak - odpowiedziałam.
Szum drzew układał się w rytm. Zupełnie jakby oddychał. Ja również uspokoiłam i wyrównałam swój oddech, który jak dotąd był niespokojny. I teraz mój oddech i oddech lasu był jedną całością. Mogłabym tak stać godzinami, dniami, latami.
- Dziękuję - szepnęłam do Eryka i przytuliłam się.
- Nie ma za co - odpowiedział również szeptem i odwzajemnił mój gest.
- Eryk... Mam pytanie - powiedziałam.
- Hmm?
- Dlaczego ty to robisz? Dlaczego jesteś dla mnie taki dobry? Dlaczego po prostu nie zostawiłeś mnie w spokoju, kiedy cię o to prosiłam? - zapytałam.
Widziałam, że zaskoczyło go moje pytanie, ponieważ troche odsunął się ode mnie.
- Bo widzisz... Wtedy w szkole... Próbowałem cię zostawić w spokoju, próbowałem o tobie nie myśleć. Ale nie mogłem. Po prostu nie potrafię o tobie zapomnieć. - powiedział.
A ja patrzyłam w te jego piękne oczy, które jednak nie były piwne. Miały takie piękne, złote plamki. I wtedy stało się. Pocałował mnie. A ja zamiast się wyrwać, zamiast nakrzyczeć na niego za to co zrobił, po prostu odwzajemniłam to. I nie mogłam tego nie zrobić. Bo jakaś dziwna siła przyciągała mnie do niego a ja nie mogłam się oderwać od jego ust. A może nie chciałam?




*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
I jak się podoba? :) przepraszam, że nie dodałam wczesniej ale miałam drobne kłopoty techniczne :) bardzo proszę o komentarze :*

7 komentarzy:

  1. Bardzo sie podoba *-*
    Zajebistyyyyyy ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, super i jeszcze raz super!
    Świetnie się czyta... Naprawdę masz dziewczyno talent! :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie piszesz ;) z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie piszesz ;) z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń