sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 11 ♥

Siedziałam na łóżku. Było jeszcze ciemno ale ja nie spałam. Tak jak przez większość nocy. Moje serce było pełne bólu, strachu, niepokoju. Obmyślałam plan. Plan jak ukrywać swoje emocje i udawać twardzielkę. Musiałam iść do Eryka. Wytłumaczyć mu... Bo czułam się winna całemu temu zajściu. Wszyscy znaleźliśmy się w nie właściwym miejscu i w niewłaściwym czasie. Ale może właśnie tak miało być? Pójdę dzisiaj do mojej siostry. Ze pewne zauważy, że coś jest nie tak. Ale w głębi serca chcę, żeby zauważyła ze coś jest nie tak. Żeby pocieszała mnie i doradzała tak jak dawniej. Ona jest ode mnie silniejsza, mimo że ciągle leży w szpitalu. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wybrałam białą koszulkę i granatową spódniczkę. Nie lubiłam chodzić w spódniczkach ale ta była wyjątkowa. I od mamy.
Mamo. Tak bardzo za tobą tęsknię.
Zeszłam na dół i ubrałam się w gruby sweter. Wyszłam z domu. Umówiłam się z Edwardem żeby mnie zawiózł do szpitala.
- Hej. Dla kogo się tak wystroiłaś? - zapytał gdy wsiadłam do samochodu.
Nie odpowiedziałam. Nie byłam w nastroju do żartów.
- Uuu. Widzę, że krucho.
- Trochę... - odpowiedziałam.
- Nie martw się. Przejdzie mu.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Skąd on wie. W odpowiedzi westchnęłam. Właśnie nie byłam pewna czy mu przejdzie... Gdy dojechaliśmy przed szpital podziękowałam Edwardowi. Poszłam do Amelii. Akurat brała leki.
- Cześć - przywitałam się i przytuliłam ją lekko.
- Hej - powiedziała. Była bardzo blada. - coś się stało? -zapytała.
- Nie.
- Jak to nie? - powiedziała mrużąc oczy - za mocny makijaż oczu jak na ciebie. Za długo cię znam, Magdo.
- Pokłóciłam się z Erykiem. - odpowiedziałam wymijająco. Nie wiedziałam jakby zareagowała na tą sytuację z Tomkiem.
- Użyj swojego uroku osobistego a wszystko będzie dobrze.
- Ja nie potrafię tego tak jak ty - powiedziałam puszczając do niej oczko.
- Urok osobisty na łóżku szpitalnym. Zawsze i wszędzie.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę. Widziałam, że jest zmęczona więc postanowiłam już iść. Była godzina 14.00. Zadzwoniłam do Eda.
- Hej. Podwieziesz mnie gdzieś jeszcze? Jeśli to nie problem.
- Jasne. Zaraz będę - odpowiedział i rozłączył się.
Po chwili już wsiadałam do auta.
- Szybko przyjechałeś. - powiedziałam.
- Wiem. Zawód taksówkarza jest najbardziej realny przy moich ocenach więc postanowiłem już ćwiczyć. - powiedział uśmiechając się.
- Byłeś u Oli? - zapytałam w pewnej chwili.
- Tak.
- Aha. - powiedziałam robiąc minę pt. " mnie nie oszukasz"
Dalszą drogę rozmawialiśmy o "pogodzie". Gdy dojechaliśmy na miejsce, ścisnął moją dłoń i powiedział:
- Nie bój się. On cię kocha.
A jego ciepłe choć przenikliwe spojrzenie zielonych oczu dodało mi otuchy. Wyszłam z auta i skierowałam się w stronę przestronnych schodów domu. Kilka razy dzwoniłam i pukałam ale nikt nie odpowiadał. Dotknęłam zimnej klamki drzwi. Jak się okazało było otwarte. Nie wiedziałam czy to normalne wbijać tak do czyjegoś domu ale moja intuicja kazała mi znaleźć Eryka. Ostrożnie i cicho stawiałam kroki.
- Jest tu kto?
Brak odpowiedzi. Na parterze nikogo nie było. Postanowiłam więc wejść na górę. Wydawało mi się, że słyszę stamtąd cichą muzykę. Wiedziona swoim przeczuciem i słuchem dotarłam do drzwi na końcu korytarza. Wszystko było w tym domu takie... idealne. Perfekcyjnie wymierzone. Ja zakłócałam harmonię tego miejsca. Po chwili namysłu otworzyłam w końcu drzwi za którymi najprawdopodobniej znajdował się On. Nie myliłam się. Eryk siedział właśnie przy biurku i z pełnym poświęceniem i skupieniem rysował. Gdy tylko mnie zauważył schował szybko rysunek. W całym pokoju było ich pełno. Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. I co ja mu niby powiem? Nie. Po co w ogóle tu przyszłam? I staliśmy tak w ciszy. W bezpiecznej odległości bo tylko resztkami woli powstrzymywałam się od rzucenia się w jego ramiona.
- Ja... - zaczęłam niepewnie - chciałam...
No właśnie? Czego ja właściwie chciałam? A z resztą on lepiej niż ja orientuje się w moich uczuciach.
- Przepraszam. - szepnęłam.
On popatrzył na mnie, westchnął i odwrócił się w stronę okna. Wiedziałam, że jego serce popękało na wiele szklanych kawałeczków, które mnie raniły. Nie wiedziałam co dalej tu robię bo on już mnie nie chce. Odwróciłam się i zrezygnowana kierowałam się w stronę wyjścia. Prawdopodobnie już nigdy nie spotkam kogoś takiego jak on. Na pewno nie spotkam kogoś takiego jak on. Właśnie schodziłam ze schodów gdy usłyszałam za sobą trzask drzwi.
- Magda! Zaczekaj!
Odwróciłam się.
- Ja... - zaczął mówić, podchodząc do mnie. - zraniłaś mnie.
- Wiem. - przerwałam mu - naprawdę nie chciałam.
- Próbuję o tobie zapomnieć. Próbuję cię nienawidzić. Ale nie potrafię bo... Bo tak cholernie cię kocham. - powiedział patrząc mi w oczy.
Bum. Bomba. Co się dzieje?
- Ja też cię kocham. - szepnęłam, wtulając się w niego bo nie mogłam już wytrzymać.
- Wiem. - odpowiedział uśmiechając się.
- To dlaczego...
- To twoja decyzja. - powiedział cicho.
Po chwili milczenia, patrząc mu w oczy powiedziałam:
- Wybacz mi.
Nic nie odpowiedział.
- Daj mi jeszcze czas.
Westchnęłam. Czas. Taka nieobliczalna rzecz.
Złapałam jego dłoń i mocno ścisnęłam.
- Zadzwoń.
- Zadzwonię. - odpowiedział. Spojrzałam jeszcze na niego i odeszłam.
- Zadzwonię.
To brzmiało jak słabe kłamstwo. Szłam a z moich oczu wydobywały się łzy. On już mi nie wybaczy. Nie pokocha. Zostanę starą panną mieszkającą na odludziu w towarzystwie kotów. O tak. To będzie najlepsze rozwiązanie dla wszystkich. Zniknę i będę udawać, że nie istnieję. Bo nie mam już dla kogo. Nie wiem jak długo już szłam ale po chwili zauważyłam mój dom ukryty w cieniu dęba, na którym nie pozostało dużo liści. Zauważyłam, że przed bramą stoi jakiś nieznany samochód. Pewnie to znajomi sąsiada nie znający się na zasadach ruchu drogowego. Już chciałam do niego iść i nakrzyczeć na niego ale zauważyłam, że w kuchni pali się światło i jest tam ktoś jeszcze oprócz babci. Raczej nie spodziewaliśmy się gości. Wiedziona ciekawością, cichutko wkradłam się do holu. Słyszałam strzępki rozmowy babci i jakiejś kobiety.
- Co pani sobie myśli? Tak nie można! - mówiła babcia.
- Ja myślałam... - zaczęła mówić jakaś kobieta.
- Nie obchodzi mnie co pani myślała ale teraz ani ja ani dziewczynki, nie mamy głowy do takich niespodzianek.
I w tym momencie superman - Magda potknęła się i stłukła wazon na komodzie. Brawo.
- Co tam się dzieje? - zapytała przestraszona babcia, wyłaniając się z kuchni.
- To tylko ja babciu.
- Boże, dziecko, gdzie ty byłaś? I jak wyglądasz? Ja się tak martwiłam!
Ja tylko zrobiłam minę, która mówiła "przepraszam, już nie będę" i weszłam do kuchni. Siedziała tam drobna kobieta o brązowych, kręconych włosach. Miała na sobie różową koszulę i ciemne dżinsy.
- Dobry wieczór. - przywitała się i lekko się uśmiechnęła.
Widziałam jak babcia zabiją ją wzrokiem.
- Ty jesteś Magda?
- Tak... - odpowiedziałam nieśmiało.
A później znowu zapomniałam jak się oddycha.


*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Uff i jest następny rozdział :) mam nadzieję, że się podoba bo ostatnio nie mam weny ;/
zapraszam do komentowania ❤

11 komentarzy: