Nie, nie. To nie może być prawda.
"Nie poznajesz mnie? No tak... Magda, to ja. Twoja biologiczna mama".
Te słowa odbijały się w mojej głowie. Przez te wszystkie lata zawsze wypierałam ją ze swoich myśli. Gdy byłam mała zawsze wyobrażałam sobie jak moja prawdziwa mama jest bohaterką, ratującą ludzi na świecie. Że wróci wieczorem by opowiedzieć nam o swoich niezwykłych przeżyciach i przygodach. I mimo moich oczekiwań nigdy nie wróciła. Nigdy nie pocałowała mnie na dobranoc i nie opowiedziała bajki. Moją przyszywaną mamę zawszę kochałam nade wszystko i na zawsze pozostanie w moim sercu. A ten człowiek, który właśnie stał przede mną był zupełnie obcy i nieznany. Nienawidziłam jej za to, że nas zostawiła. Tak naprawdę nigdy nie zdołałam dowiedzieć się dlaczego odeszła. A teraz po tylu latach nagle wraca i oczekuje, że rzucę jej się w ramiona i będę płakać ze szczęścia. Że wybaczę jej wszystkie lata nieobecności. Jakby to wszystko jej się należało. I jej córka, moja siostra właśnie cierpi tam, w szpitalu ale co ją to obchodzi? Co my ją obchodzimy? I niby po co tu teraz przyszła? Mogłaby w ogóle nie pokazywać się na oczy. To by mniej bolało.
- Magda. - powiedziała cicho. Już chciała złapać moją rękę ale gwałtownie ją cofnęłam. W całym moim ciele buzowała krew z domieszką gniewu i irytacji.
- Zostaw mnie. Mnie, moją siostrę i babcię. - powiedziałam i szybko wybiegłam z kuchni. Schody pokonałam w mgnieniu oka. W ramach protestu i złości z głośnym trzaskiem zamknęłam drzwi od mojego pokoju. W mojej głowie kotłowały się tysiące myśli i pytań, żądając odpowiedzi. Szczerych odpowiedzi. Nie tego co jest wygodniej powiedzieć. Położyłam się na łóżku i zakryłam twarz poduszką. Dlaczego to ja muszę mieć takie życie? Nie dość, że jestem jakąś genetyczną pomyłką, większość z drogich mi ludzi prędzej czy później odchodzi to jeszcze jakaś kobieta przychodzi oznajmiając, że jest moją matką tylko, że w czasie gdy ją najbardziej potrzebuję to ona nagle wyparowuje. I nagle jej nie ma. Nagle zapomina. Nagle nie istnieje. Hmm... Jak by się tu zabić? Tyle możliwości... Myśląc o różnych rozwiązaniach moich problemów odpłynęłam w krainę snów.
Biegłam po lesie. Goniłam Eryka. Gdy tylko się do niego zbliżyłam on przyspieszał. Krzyczał abym się nie zatrzymywała, bym ciągle biegła. Wydawało mi się, że las nie ma końca i ten morderczy maraton nigdy się nie skończy. W pewnej chwili potknęłam się. Wstałam i patrzyłam jak Eryk biegnie dalej, nawet nie patrząc za siebie. I wtedy pojawiły się ręce. Nie mogłam się wyswobodzić z ich stalowych uścisków. Chciały mnie zabić, rozszarpać, zniszczyć. A na końcu pojawiła się ciemność. I tylko ten szept.
- Nie odejdę. Nigdy.
Obudziłam się zalana potem. Wydawało mi się, że właśnie ostatnie ręce opuszczają mój pokój i moją głowę.
Zasnęłam z powrotem lecz był to niespokojny sen. Gdy obudziłam się rano moim oczom ukazał się przedziwny obraz.
- Co ty robisz!? - krzyknęłam do kobiety, która klęczała przy komodzie.
Szukała czegoś.
- Nic. - odpowiedziała zmieszana.
Gwałtownie poderwałam się z łóżka.
- Co ty tu robisz? Kto cię tu wpuścił? Wynoś się! - krzyczałam.
Kobieta zdziwiona moim nagłym wybuchem histerii wybiegła z pokoju trzymając w rękach pudełko. Dogoniłam ją i wyrwałam jej szkatułkę. Uciekła.
Boże. Mam matkę psychopatkę.
W sumie to nie mam matki.
Stałam w osłupieniu. Co to niby było. Nagle wbija mi do pokoju i grzebie w moich rzeczach. Babcia musiała gdzieś wyjść bo nigdzie jej nie ma. Poszłam do kuchni i usiadłam na jednym z obdartych krzeseł. Otworzyłam pudełko, które usiłowano mi odebrać. Bardzo dobrze wiem co w nim jest. Są tam rzeczy mojej zmarłej mamy. Zdjęcia, upominki, ususzone kwiaty... Wszystko co mi o niej przypominało. I po co niby chciano mi to ukraść? Stwierdziłam, że pojadę opowiedzieć o wszystkim Ami. Wiedziałam, że mogło to negatywnie wpłynąć na jej zdrowie ale musiałam z siebie to wszystko wyrzucić. A jeśli ta nienormalna kobieta będzie chciała zrobić coś Ami? Nigdy nic nie wiadomo co może uroić się w chorej głowie tego człowieka. Byłam przerażona ale szybko ubrałam się w kurtkę i wybiegłam na zimne powietrze. Długo biegłam w stronę szpitala. Nigdy nie byłam dobrą biegaczką ale o dziwo biegłam tak szybko jak tylko mogłam. Nie zwracałam na nic uwagi. Wydawało mi się, że widziałam auto przed szpitalem, które należało do matki. Pełna determinacji wbiegłam do szpitala. Byłam prawie pewna, że ta psychopatka będzie chciała zrobić coś Ami.
*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Sorry, że taki dziwny ale nie miałam innego pomysłu :D mimo wszystko mam nadzieje, że się podoba i zapraszam do komentowania ;*
Bye ♡
Nie no psychiatryk i tyle ;*
OdpowiedzUsuńDobre, dobre... Lecz brakuje mi tu jakieś sceny z Erykiem :<
OdpowiedzUsuńA tak to genialne :))
Fajne, tylko czemu takie krótkie te rozdziały ? :/
OdpowiedzUsuńSuper. ^_^
OdpowiedzUsuńsuper! :D ale za krótkie :'(
OdpowiedzUsuńNIE NO CUDOWNY. :* :)
OdpowiedzUsuńCudowny, ale brakowało sceny z Erykiem, z siostrą i jej chłopakiem :)
OdpowiedzUsuńEmocje level hard :DD
OdpowiedzUsuń