Rano obudziłam się w świetnym humorze. Ubrałam się w obowiązkowy mundurek szkolny. Składał się z fioletowej spódniczki i białej koszuli z godłem szkoły. Nie wyglądało to tak źle. Dzisiaj musiałam iść do szkoły sama, ponieważ Ami się rozchorowała.
- Cześć śpiochu - powiedziałam wchodząc do pokoju Amelki.
- Cześć - odpowiedziała, nie otwierając oczu.
- Jak się czujesz?
- Tak sobie.
- Zaszkodził ci wczorajszy spacer z Tomkiem. W nocy. -powiedziałam dając nacisk na wyraz "noc".
- Oj tam, oj tam. -odpowiedziała z łobuzerskim uśmieszkiem.
- I oczywiście babcia nic o tym nie wie?
- Po co miała się martwić.
- No jasne. Jak przyjdę ze szkoły masz być zdrowa. - powiedziałam i dalam jej całusa w policzek.
Ami uśmiechnęła się do mnie i zakryła się kołdrą po sam czubek głowy. Zeszłam na dół i przywitałam się z babcią. Usiadłam przy stole i przyglądałam jak krząta się po kuchni i przygotowuje mi śniadanie. Była niską kobietą, o wesołych oczach i siwych włosach, które zawsze czesała w koka. Szybko zjadłam i wyszłam z domu. Dzień był słoneczny i bezchmurny. Mimo początku jesieni było bardzo ciepło. Nagle koło mnie zatrzymał się samochód.
- Hej Magda! Może pojedziesz ze mną do szkoły? - powiedział Eryk. Był ubrany w ciemne dżinsy i w podobną koszule do mojej. Zawsze byłam raczej cierpliwa i trzymałam nerwy na wodzy ale on był tak irytującą osobą, że od razu traciłam nad sobą panowanie.
- Nie, dziękuję. Z resztą twoi koledzy będą się z ciebie śmiać jeśli pojadę z tobą. - odpowiedziałam i zaczęłam iść dalej.
- Niby dlaczego? - zapytał i znów podjechał autem.
- Dlatego, że... - nie wiedziałam jakie podać argumenty - że twoi koledzy i koleżanki mnie nie lubią. Bardzo dobrze o tym wiesz. I jak masz się ze mnie nabijać to lepiej jedź dalej bo z naszej wspólnej przejażdżki nic nie będzie - odpowiedziałam.
- Nie denerwuj się tak. Chcę tylko podwieźć cię do szkoły.
Westchnęłam. Nagle zorientowałam się, że przyjechał mój autobus. Szybko do niego podbiegłam i wsiadłam w ostatnim momencie. Widziałam, że Eryk patrzył się zdezorientowany jak uciekam. No trudno. Przynajmniej nie musiałam z nim jechać. Po 15 minutach jazdy dojechałam przed szkołę. Pierwszą miałam matematykę a ponieważ klasa znajduję się na trzecim piętrze, minęło trochę czasu zanim znalazłam klasę. Gdy weszłam do sali byłam już spóźniona. Na szczęście pan jeszcze nie przyszedł. Ola siedziała z Klarą, klasową pięknością, więc zajęłam miejsce przy jakimś chłopaku.
- Cześć, mogę się dosiąść? - zapytałam.
- Tak, jasne. Siadaj. - odpowiedział - jestem Edward.
- Magda - przedstawiłam się.
- I jak ci się podoba w nowej szkole?
- Nie jest źle - odpowiedziałam.
Pan od matematyki nie przyszedł na lekcje więc cały czas rozmawiałam z Edwardem. Okazał się świetnym przyjacielem.
- A czy ty wiesz, że Klara kocha się w Eryku? - powiedział i uśmiechnął się z sarkazmem.
- No możliwe. I co z tego? - spytałam.
- Mnie też to by nie obchodziło gdyby nie to, że ona jest zazdrosna... Nie zgadniesz o kogo? - Ed po co mi to mówisz? Nie obchodzą mnie jakieś szkolne zauroczenia. - odpowiedziałam
- Ona jest zazdrosna o ciebie! - z wrażenia wytrzeszczyłam oczy. Ale Ed kontynuował - kiedyś się pokłócili i jako członek 'elity' był zapraszany na różne rodzaje imprezy ale nie rozmawiał z Klarą. Podobno wczoraj gadała swoim laluniom, że chce się na tobie zemścić. Ona uważa, że ty zabierasz jej Eryka.
Zaczęłam się śmiać. Ty było całkiem bez sensu.
- Ale ja i Eryk prawie się nie znamy - powiedziałam przez śmiech.
- Radzę ci uważać. Jak ona coś wymyśli to już nie odpuszcza. - powiedział z powagą.
- Co za bzdury - odpowiedziałam.
Postanowiłam się nie przejmować Klarą. Reszta lekcji minęła bez większych sensacji. Na moje nieszczęściem przedostatnią lekcją był w-f. Razem z wszystkimi poszłam do szatni i przebrałam się w strój od w- f. Razem z resztą klasy wkroczyłam na wielką nowoczesną salę. Przywitała nas pan Nil od w- f. Jej mąż też był nauczycielem w- f i właśnie wyciskał pot z uczniów drugiej klasy.
- Witam. Dzisiaj będziemy grać w siatkówkę. - powiedziała i kazała ustawić się nam w szeregu. Wybierały dwie osoby a mianowicie Ola i Michał. Pierwsza wybierała Ola. Jej wybór padł na Klarę. Zdziwiło mnie to, ponieważ wczoraj odniosłam wrażenie, że jej nie lubi. Michał wybrał mnie ale jeszcze nie wiedział, że popełnił wielki błąd. Byłam beznadziejna w siatkówce i koszykówce. Zawsze uciekałam przed piłką i chowałam się za plecami innych. Oczywiście teraz robiłam tak samo. Klasa szybko się zorientowała jaki ze mnie sportowiec. Piłka leciała w moim kierunku a nikogo nie było w pobliżu kto mógłby ją odbić za mnie. Udało mi się jakoś ją odbić ale upadłam przy tym i poczułam straszny ból w kostce.
- Magda, nic ci nie jest? - zapytała nauczycielka - ten wypadek wyglądał na groźny.
Chciałam udawać twardzielkę ale nie wychodziło mi. Ból był naprawdę nie do wytrzymania.
- Musisz iść do pielęgniarki. - zwróciła się do mnie.
- Nie trzeba. Zaraz samo przejdzie - powiedziałam. Niestety nie było to kłamstwo doskonałe.
- Kto pomoże koleżance? - zapytała się klasy.
Nikt nie miał zamiaru mi pomóc. Myślałam że klasa w miarę mnie polubiła. Widocznie nikt nie chciał pomagać wrogom Krwawej Klary. Nawet Ola nie chciała mi pomóc. Może się na mnie obraziła?
- Dam sobie radę, proszę pani - powiedziałam. Patrzyła się na mnie z troską w oczach więc dodałam jeszcze - Naprawdę.
Było mi przykro ale przynajmniej zobaczyłam jacy oni są. Nagle odezwał się ktoś głośno.
- Ja pomogę. - no jasne. Eryk.
Zdziwiło mnie to. Najwyraźniej chciał zrobić na złość Klarze.
- Nie trzeba. Doskonale dam sobie radę - syknęłam.
Zrobiłam kilka kroków w stronę drzwi i już byłam pewna, że nie dam sobie rady. Ból był okropny. Eryk podszedł do mnie i pomógł mi. Nie mogłam odmówić bo dzięki temu mogłam przynajmniej trochę chodzić. Gdy wyszliśmy z sali odsunęłam się od Eryka.
- Dziękuję za pomoc ale możesz już wrócić na salę. Dam sobie radę.
- Jasne. Już widzę jak dajesz sobie radę - odpowiedział z uśmieszkiem.
Zmierzałam już w stronę schodów kiedy nagle Eryk wziął mnie na ręce.
- Postaw mnie na ziemi. Teraz - powiedziałam wolno, żeby nie stracić nad sobą panowania.
- Postawie ale dopiero w gabinecie.
Jak powiedział tak zrobił. Pielęgniarka kazała zrobić mi prześwietlenie kostki.
- Zaraz zadzwonię do rodziców by cię zabrali. Tylko podaj mi numer telefonu.
- Obecnie mieszkam z babcią ale niech pani do niej nie dzwoni. Nie chcę jej martwić.
- No dobrze ale musisz teraz jechać do domu.
- Ja ją odwiozę - powiedział Eryk, uśmiechając się do pielęgniarki.
- Nie, nie. Wezmę taksówkę. - odrzekłam twardo.
Eryk nic się nie odpowiedział ale wiedziałam, że nie da się tak łatwo spławić. Wyszliśmy z gabinetu. Zaciskając zęby skierowałam się do wyjścia. Nagle przypomniało mi się że nie wzięłam swoich rzeczy z szatni.
- Eryczku... Byłbyś tak dobry i przyniósłbyś mi moje rzeczy? - zapytałam sztucznym głosem.
- Jasne.
Po chwili wrócił z moim plecakiem i kurtką. Dojście do szatni zajęłoby mi całą wieczność. Już miałam odchodzić ale chłopak koniecznie chciał mnie zawieźć do domu. Nie chciałam ani jego pomocy ani jego łaski.
- Już i tak dużo mi pomogłeś. Powinieneś wracać na lekcje. Klara jeszcze sobie coś pomyśli i będzie chciała nas ośmieszyć. Nie potrzebnie narobi ci złej reputacji - ?powiedziałam.
Zaczął się śmiać.
- Odwiozę cię i koniec. - powiedział stanowczo.
Nie miałam już siły na kłótnie więc zgodziłam się. Chłopak znów wziął mnie na ręce. Nie stawiałam oporu bo byłam wykończona a dojście do jego auta byłoby długie i męczące. Jechaliśmy w ciszy. Eryk prowadził wolno i ostrożnie.
-Dziękuję - powiedziałam gdy dojechaliśmy już przed mój dom. ?
- Nie ma za co. - powiedział, szeroko się uśmiechając.
No proszę. Może ten bogaty zarozumialec nie jest taki zły? Może zbyt pochopnie go oceniłam? Nie mogę go rozgryźć. On ciągle myśli w jakimś nieznanym języku. Pewnie jest z tych co myślą, że mogą mieć każdą. Nagle z kuchni wybiegła babcia.
- Boże! Dziecko co ci się stało w nogę?!
- Nic. Prawdopodobnie skręciłam kostkę...
- Z tym jak najszybciej trzeba jechać do szpitala! - krzyknęła i nie czekając na moją odpowiedź już zakładała kurtkę i brała dokumenty. Jak na swój wiek była bardzo energiczna. Nie miałam nawet prawa zaprotestować i nim się zorientowałam, już dojechałyśmy przed szpital.
- Jesteś szalona babciu - powiedziałam ale ona mnie nie słuchała i już szła do recepcji. Chwilę później, moja noga była już usztywniona. Tak jak podejrzewałam, miałam skręconą kostkę. Gdy wróciłam do domu Ami miała milion pytań ale pierwsze jakie zadała to "co to za przystojniak przywiózł cię do domu?". Moja siostra zawsze była taka bezpośrednia. Nie chciałam odpowiadać na jej pytania więc gdy tylko weszłam do pokoju, położyłam się na łóżku i zasnęłam. Następny dzień w szkole mijał mi zwyczajnie. Na przerwie podeszła do mnie nauczycielka.
- Mam dla ciebie smutną wiadomość...
Późniejsze słowa sprawiły, że przestałam oddychać.
Super *-* kiedy kolejny?
OdpowiedzUsuńWspaniały! <3
OdpowiedzUsuńŚwietny ;*
OdpowiedzUsuńKiedy będzie następny rozdział *-*
OdpowiedzUsuńSwietnie piszesz, aż sie chce czytać.
http://ask.fm/WMoichZylachPlynieRock . <- To mój ask. Chciałabym zostać powiadomiona o nowym rozdziale :)
Dziękuję 😊
OdpowiedzUsuńNiesamowity! :)
OdpowiedzUsuń🥵🥵🥵🥵
OdpowiedzUsuń