Chyba każdy krzyczał kiedyś tylko po to by usłyszeć jak echo powtarza nasze słowa. I w mojej głowie było tak samo. Ktoś krzyczał a echo zwielokrotniało potęgę tego głosu.
- Twoja siostra miała wypadek. Leży w szpitalu. Jej stan jest krytyczny ale stabilny. - powiedziała nauczycielka ze smutkiem w oczach po czym położyła swoją dłoń na moim ramieniu. I odeszła.
A ja stałam. I nie wierzyłam w to. Nie reagowałam na pytania Oli i Eda. Widziałam tylko jak poruszali ustami. Ale ja nie słyszałam ich. Słyszałam tylko ten krzyk w mojej głowie. Krzyk mojej siostry. Mój krzyk. To niemożliwe. Przecież jeszcze dzisiaj rozmawiałam z nią, żartowałyśmy, śmiałyśmy się... A teraz... Ona. Wypadek. Szpital. Stan krytyczny. Niemożliwe... Chwilę później zorientowałam się że znajduję się w pustej klasie. Siedziałam i nawet nie próbowałam powstrzymać potoku łez, jaki wydobywał się z moich oczu. Nie wiedziałam nawet kiedy cała szkoła opustoszała. Siedziałam sama w klasie. Nagle ktoś do mnie podszedł i usiadł koło mnie. Siedział ze mną w ciszy. Eryk. Dlaczego ten człowiek mnie prześladuje? Nic mu nie zrobiłam.
- Sorry ale nie mam czasu na pogaduszki - powiedziałam patrząc się pustym wzrokiem w ścianę.
- Chodź. Zawiozę cię do szpitala. - odpowiedział cicho.
- Nie potrzebuje twojej łaski! - krzyknęłam
- Chcę tylko pomóc...
- Nie! Ty nic nie rozumiesz! Zostaw mnie w spokoju! - krzyczałam na niego. Teraz rozpacz ustąpiła złości. Nienawidziłam tego świata. Ale on jakby nie słyszał moich słów i przytulił mnie. Chciałam się wyrwać, chciałam uciec. Ale po chwili to uczucie ustąpiło i znów się rozpłakałam. Nie chciałam żeby wypuszczał mnie ze swoich silnych, ciepłych ramion. Miał taki cudowny zapach. "Magda co ty wygadujesz? To nie jest twój przyjaciel. On pochodzi z innego świata." Powiedział jakiś duszek wewnątrz mnie. Ale ja go nie słuchałam. Tylko jeszcze bardziej się rozpłakałam. Teraz cała jego koszulka była mokra od moich łez.
- Przepraszam - szepnęłam. Zauważyłam, że ma piwne oczy.
- Nic się nie stało - odpowiedział mi również szeptem. - chodź, pojedziemy do twojej siostry.
Wstałam i skierowałam się do wyjścia. Eryk szedł za mną. Siedziałam w jego samochodzie z zamkniętymi oczami. Eryk chciał mnie zapytać czy dobrze się czuje ale zrezygnował bo odpowiedź była jasna. Czułam się fatalnie. Moja jedyna, ukochana siostra miała poważny wypadek i nie wiadomo czy z tego wyjdzie. Jak miałam czuć się dobrze? Gdy dojechaliśmy przed szpital chciałam zobaczyć Ami ale z drugiej strony... Nie chciałam widzieć jej w takim stanie. W recepcji Eryk pytał się o moją siostrę. Jak tylko chciałam się o nią spytać, w gardle stawała mi wielka gula, która uniemożliwiała mi mówienie. Eryk złapał mnie za rękę i zaprowadził mnie na salę w której leżała Ami. Niestety nie mogliśmy wejść do środka. Obserwowaliśmy ją przez szybę. Jej klatka piersiowa z trudnością podnosiła się i opadała. Unosiła się i opadała... Próbowałam oddychać w tym samym rytmie co ona. Po moich policzkach cały czas spływały łzy. Nagle ktoś dotknął mojej ręki. To był Tomek, chłopak Ami. Od razu przytuliłam się do niego. Próbował powstrzymać łzy. Na krześle siedziała babcia. Była taka smutna. Bez swojej energii i determinacji. Usiadłam koło niej uśmiechnęła się smutno.
- Wszystko będzie dobrze. - szepnęła.
- Na pewno. Amelka jest silna. Bardzo silna - odpowiedziałam.
Cały czas obserwowałam siostrę. Była przypięta do tysięcy kabelków. Na jej policzku widoczna była głęboka rana. Podobno miała połamanych kilka żeber, złamaną nogę, wstrząs mózgu... Ale żyła. Nie wiem jak długo stałam przy szybie. Całe moje ciało zdrętwiało a chora kostka dawała o sobie znać. Przedtem nie zwracałam na nią uwagi i teraz czuję skutki. Ale co to jest w porównaniu z zetknięciem Ami z autem? Nie przeżyje jeśli ją stracę. Jesteśmy niezwykle do siebie przywiązane.
- Magda... - usłyszałam ciche nawoływanie
- Magda...
Odwróciłam się i zobaczyłam Eryka. On cały czas tu był...
- Magda, zawiozę cię do domu. Jest druga w nocy.
- Nigdzie nie idę - odpowiedziałam zachrypniętym głosem. Co prawda byłam wykończona ale musiałam zostać przy Ami.
- Magda, idź. - powiedział Tomek. Spojrzałam się na niego niespokojnym wzrokiem. - ja przy niej zostanę.
Usiadł i wbił wzrok w podłogę. Był przybity, zmęczony. Wiedziałam jak bardzo kochał Ami i jak bardzo teraz cierpiał.
- Gdzie jest babcia? - zapytałam cicho.
- Pojechała do domu. - powiedział Tomek - ale rano ma wrócić. Jedź. Ona też potrzebuje wsparcia.
Nie chciałam jechać. Bałam się, że jak wrócę już jej tu nie będzie.
- Nie martw się - szepnął Eryk.
Spojrzałam na niego. On też był zmęczony. Szliśmy szarymi korytarzami szpitala. Pamiętam dzień kiedy to mama miała wypadek ale jej nie zdążyli uratować... Myślałam o dzisiejszych wydarzeniach. Rano było wszystko w porządku. To było zaledwie kilkanaście godzin wczesniej. Doszliśmy do pięknego samochodu Eryka. No właśnie... Eryk. Co on ze mną ma wspólnego? Co on robi w moim życiu? Kto to tak naprawdę jest? On to jedna, wielka niewiadoma. Od szpitala do mojego domu była dość długa droga. Zasnęłam. Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy Eryk delikatnie kładł mnie na łóżku i przykrywał kołdrą. Patrzył się na mnie chwilkę i już miał wychodzić ale zatrzymał go mój szept.
- Nie odchodź.
Otworzyłam lekko oczy. Był lekko zdziwiony moją prośbą ale spełnił ją. Położył się koło mnie a ja wtuliłam się w niego. Miał taki cudowny zapach. W jednej chwili zasnęłam. Usłyszałam jeszcze jego szept.
- Nie odejdę. Nigdy.
*-*-*-*-*-*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
i jak się podoba? :) tak w ogóle to wesołych świąt 😊! Bardzo proszę o komentarze bo nie wiem czy mam dalej kontynuować opowiadanie :/
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ❤
Zajeeeeeeeebisty *-*
OdpowiedzUsuńSzkola mi ami; c
Tak samo jak i mi szkoda Ami :c
OdpowiedzUsuńKurde, chciałabym żeby kolejny rozdział pojawił się jeszcze dzisiaj. :3
http://ask.fm/WMoichZylachPlynieRock <- mój ask.
No szkoda jej...
OdpowiedzUsuńSUUPEEERR!!! :)
OdpowiedzUsuńAmi taka biedna :'(
OdpowiedzUsuńKocham twojego bloga <3