środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 8 ❤

Obudziłam się o szóstej rano. Leżałam na łóżku i rozmyślałam o wydarzeniach z ostatnich kilku dni. Tak wiele się zmieniło. Biedna Ami. Zawsze taka uśmiechnięta, wesoła a teraz leży tam, w tym okropnym szpitalu i walczy o życie. Tak bardzo za nią tęsknię. No i jeszcze Eryk... To, czego wczoraj się od niego dowiedziałam było czymś naprawdę niezwykłym. Bo jak się okazało to właśnie ten Eryk, ten, którego uważałam za zarozumiałego zboczeńca miał ze mną tak wiele wspólnego. Jednak życie to jedna wielka niespodzianka. Usłyszałam kiedyś, że życie to pudełko pełne różnych czekoladek. Codziennie przekonuję się, że to prawda. Och, jak bardzo chciałabym powiedzieć o tym wszystkim mojej siostrze. Już widzę jej pytania. Na wspomnienie o tym, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Ami zawsze potrafiła mnie rozśmieszyć.
- A co to za tajemniczy uśmieszek? - zapytała babcia.
- O, cześć babciu. Nie słyszałam kiedy weszłaś. - odpowiedziałam.
- Jak o czymś tak intensywnie myślisz to nie dziwię się.
Uśmiechnęłam się do niej i wstałam z mojego wygodnego łóżka. Ubrałam się w ciemnozielony legginsy i w koszulkę Eryka. Głównie dlatego, że nadal miała ten cudowny zapach. Dawała mi takie niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. Zeszłam na dół i zjadłam z babcią śniadanie. Pojechałyśmy do szpitala. Obserwowałam Ami. Lekarz mówił, że jej stan nadal jest ciężki ale z dnia na dzień ma być coraz lepiej. Na szpitalnym łóżku, moja siostra, która zawsze mnie broniła, odważna i twarda, wydawała się taka bezbronna, delikatna. Obiecałam sobie, że gdy tylko się wybudzi będę ją bardziej wspierać. Ale ona nie się wybudzała. Czekałam tydzień, dwa tygodnie. Lekarz twierdził, że nie wybudzają jej ze śpiączki farmakologicznej, bo chcą aby jej mózg się zregenerował. Ale ja widziałam, że to ją wykańcza. Lepiej by się poczuła gdyby tylko nas zobaczyła. Mnie, babcie i miłość jej życia. Ciągle przy niej czuwaliśmy. Ja i babcia byłyśmy dobrej myśli ale Tomek chyba tracił nadzieję. Pewnego dnia w szpitalu odwiedził mnie Ed i Ola. Ucieszyłam się na ich widok. W ciągu trzech tygodni, które bez przerwy spędzam w szpitalu, często mnie odwiedzali. Byłam wdzięczna za ich pomoc i współczucie. Mieli bardzo dobre serca. I czułam, że coś ich łączy ale nie chcą mi o tym powiedzieć...
- Magda? - zaczął niepewnie Edward.
- Hmm?
- Czy ciebie i Eryka coś łączy? - zapytał.
Byłam trochę zaskoczona tym pytaniem ale w końcu był moim przyjacielem i miał prawo wiedzieć.
- Może... - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Ahaa. - mruknął z łobuzerskim uśmieszkiem. - Ale ostrzegam cię, że on nie jest taki jak my.
- To prawda, bo on nie jest taki jak my. On jest taki jak ja. - odparłam.
Zdziwiła go moja odpowiedź ale nie pytał o szczegóły.
Pewnego podłego, szarego dnia, nie poszłam do szpitala. Jutro mieli wybudzać Ami ale miałam juz dość tego miejsca. Siedziałam w pokoju i nadrabiałam zaległości ze szkoły. Ostatnio rzadko tam bywałam a niedługo miały być wystawiane oceny. Właśnie toczyłam krwawą wojnę z matematyką, gdy usłyszałam ciche pukanie do pokoju.
- Hej. - przywitał się Tomek.
- Cześć - odpowiedziałam i przytuliłam się do niego.
- Co robisz? - zapytał. W jego oczach widziałam tylko smutek.
- Walczę z matematyką. Niestety jak narazie przegrywam.
- Może ci pomogę?
- Przydałoby się - odpowiedziałam z uśmiechem. W moim sercu też panował niepokój i strach o Ami ale musiałam go jakoś pocieszyć.
Usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem. Próbował mi wytłumaczyć to zadanie, które dla mnie było niczym policzenie gwiazd na niebie. W pewnym momencie Tomek dotknął mojego policzka. I tak nagle mnie pocałował. Byłam w takim szoku, że najpierw odwzajemniłam to ale chwile później odsunęłam się od niego. Co ona robi? Co my robimy?
- Przepraszam... - szepnął - nie chciałem...
- Wiem. Nie musisz się tłumaczyć. - odpowiedziałam. - nigdy więcej tego nie rób.
- Tak bardzo za nią tęsknię...
- Wiem. Ja też. - westchnęłam.
- To ja już pójdę. - powiedział i po chwili już go nie było.
To było... Dziwne. Wiem, że to nie był pocałunek z miłości. W tym pocałunku była tylko rozpacz i strach. Strach przed utratą ukochanej osoby. Wiedziałam, że powinnam o tym zapomnieć. Ale to co się teraz zdarzyło było nie w porządku. I czułam, że będę tego żałować. Wyrzuty mojego sumienia są bezlitosnymi potworami.




*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
uhuhuhu i jak się podoba? Proszę o opinie w komentarzach ;*

4 komentarze: